nosidło

Komu w drogę, temu…

Chustowanie, chustonoszenie, motanie… jakby tego nie nazywać, to piękna sprawa. Bliskość matki (ojca) i dziecka. No, sama natura… Ech, gdybym i ja tak mogła. To moje myśli, kiedy pierwszy raz zetknęłam się z ideą noszenia dziecka w chuście. Jak przystało na matkę niekompetentną, było to jakiś czas po urodzeniu Atopka, ale wcześniej nie miałam świadomości istnienia podobnego tematu.

W mojej rodzinie, najbliższym otoczeniu o chustach nikt nie wspominał. W moim uroczym, ale niewielkim mieście, chustowych mam jest jak na lekarstwo i jakoś żadna akurat nie rzuciła mi się wówczas w oczy (nadal z resztą się nie rzucają). I chyba nigdy nie zainteresowałabym się tym, gdyby nie program w telewizji, w którym jedna z pań trzymała swoje maleńkie dziecię w chuście właśnie.

(więcej…)

Reklamy