mama

Wyjście awaryjne

Zdarza się, że naprawdę mam dość. Nie mam ochoty na uśmiechy i bycie miłą, bo przecież świat nie jest miły, więc po co? Czuję zmęczenie fizyczne i psychiczne. Dołujące myśli wyczuwając ten moment słabości, atakują ze zdwojoną siłą. Poddać się im – to takie kuszące i proste. Pytanie  – czy to właściwe wyjście?
(więcej…)

Kolejny krok

Tak, rozkleiłam się. Ja… Zazwyczaj chłodna, zdystansowana, ba! Nawet cyniczna, dałam dojść do głosu matce niepoprawnie romantycznej, matce sentymentalnej i zaraz zacznę roztaczać przed Wami sielsko-anielską wizję mojego macierzyństwa w kolorze różu i wanilii.
(więcej…)

Najwyższa pora się rozstać

Wiedziałam, że w końcu padnie i na mnie. To przecież nieuniknione i z korzyścią dla wszystkich – tłumaczyłam sobie. No i stało się. Szybciej niż się tego spodziewałam. Najwyższa pora, aby się rozstać, pożegnać i z hardą miną odejść. I nie odwracać się pod żadnym pozorem, i nie płakać, i nie zwlekać już dłużej.

(więcej…)

Historia jednego przedpołudnia

Kocham ten moment. Dochodzi godzina 11:00. Dzieci nakarmione, umyte, ubrane. Uśmiechają się do mnie i siebie nawzajem. Siedzą razem na lśniącej podłodze i budują budowle ze swoich marzeń – Razem! Sami! Wspólnie!
Kuchnia po śniadaniach (dwóch) wyczyszczona, naczynia pozmywane, okruchy zmiecione. Gładki blat stołu zachęca, by usiąść przy nim z książką i filiżanką kawy. (więcej…)

Nie może mama do kawiarni…

WP_20150813_002…to sobie zrobi kawę, kawusię 🙂 🙂 🙂 sama.

Tropikalna aura za oknem. Mamie marzy się mrożona kawa, ale dzieciaki, choć grzeczne – tak często słyszę – to jednak nie pozwolą na swobodną wizytę w kawiarni.

Nie ma co płakać, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Najprostszy i najszybszy  przepis na mrożoną kawę (oczywiście poza: pójść do kawiarni, zamówić kawę)

(więcej…)

Komu w drogę, temu…

Chustowanie, chustonoszenie, motanie… jakby tego nie nazywać, to piękna sprawa. Bliskość matki (ojca) i dziecka. No, sama natura… Ech, gdybym i ja tak mogła. To moje myśli, kiedy pierwszy raz zetknęłam się z ideą noszenia dziecka w chuście. Jak przystało na matkę niekompetentną, było to jakiś czas po urodzeniu Atopka, ale wcześniej nie miałam świadomości istnienia podobnego tematu.

W mojej rodzinie, najbliższym otoczeniu o chustach nikt nie wspominał. W moim uroczym, ale niewielkim mieście, chustowych mam jest jak na lekarstwo i jakoś żadna akurat nie rzuciła mi się wówczas w oczy (nadal z resztą się nie rzucają). I chyba nigdy nie zainteresowałabym się tym, gdyby nie program w telewizji, w którym jedna z pań trzymała swoje maleńkie dziecię w chuście właśnie.

(więcej…)