obrączki leżące na żółtym jesiennym liściu

Róbcie tak, żeby…

Małżeństwo to nie bajka, ani też historia rodem z romantycznej komedii. Wymaga pracy, cierpliwości, często kompromisu. Nikt nie dopowie „żyli długo i szczęśliwie”. Tylko od nas zależy, jak będzie ono wyglądało. Nie ode mnie, nie od ciebie – od nas. Od dwojga ludzi, którzy razem pragną iść przez życie.

W październiku obchodzimy z Mężulem rocznicę ślubu. W tym roku przypada piąta, choć razem jesteśmy od 16 lat. Wszelkie rocznice wymuszają na mnie refleksje. Cofam się do początków, do ważnych wydarzeń, wspominam. Analizuję, co było dobre, co złe. Wyciągam wnioski.

Co nowego wniosło w nasz związek te 5 lat? Czy nas zmieniło? Jaki był ten czas?

Na pewno nie nudny. To tylko 5 lat, a nasze życie zmieniło się diametralnie. Były chwile miłe i pełne radości, ale były również smutne i trudne do przejścia. Wiele z nich stanowiło punkty zwrotne w naszym wspólnym życiu. Dziś nie wydają się być niczym strasznym, ale kiedyś napawały lękiem. W tych bardzo radosnych, jak i tych niezmiernie trudnych momentach byliśmy razem. Czasem bez żadnych słów. Po prostu razem. Dziś wydaje mi się, że to było całkiem proste. Łatwo było być razem w chwilach pełnych emocji. Co zatem okazało się trudne?

Szarość dnia codziennego. Rutyna wypełniająca nasze życie po brzegi. Dzień podobny do dnia i zwątpienie… czy tak ma wyglądać nasze życie? Gdzie to szczęście? Gdzie radość? Wśród mniejszych i większych problemów, które trzeba rozwiązywać, umknęły gdzieś. Schowały się w jakimś ciemnym kącie.

Zmęczenie, frustracja dopadły nas oboje. I już nawet słów nie dawało się znaleźć na to, co siedziało w naszych wnętrzach. W domu zapadała coraz większa cisza. A z ciszą przyszły niepewność, strach, gniew i cierpienie. Fundament jakim jest zaufanie zaczął powoli pękać.

Kto śledzi mojego bloga, ten wie, że jakiś czas temu postanowiłam zwalczyć swoje demony i powiedzieć im dość! To poskutkowało między innymi tym, że spojrzałam również na moje małżeństwo i stwierdziłam, że trzeba je ratować, w przeciwnym razie rozpadnie się marzenie o szczęśliwej rodzinie.

Pomogły mi w tym słowa, które usłyszałam tuż po naszym ślubie. Dominikanin o. Tytus wygłosił na ślubie wspaniałe kazanie, choć szczerze mówiąc, nie wiele z niego pamiętam (emocje jednak były zbyt duże). Pamiętam jednak, że kiedy po mszy podszedł nam złożyć życzenia powiedział: „Róbcie tak, żeby temu drugiemu było dobrze”. Podziękowaliśmy, ale sens tych słów uciekł nam, byliśmy tacy szczęśliwi.

Kiedy przyszedł kryzys, przypomniałam sobie o tym jednym zdaniu. W pierwszym momencie pomyślałam, że są bardzo prawdziwe, ale warunkiem ich wypełnienia jest chęć płynąca z obu stron. Chciałam tych słów użyć jako argumentu do ataku: „Widzisz? Ja robię wszystko dla ciebie, a ty dla mnie nic!”

Coś mnie jednak powstrzymało. Taka myśl:
A może on myśli tak samo? Może jak ja nie mówi o tym, czego oczekuje, bo nie chce mi dokładać ciężaru? Może jak ja, nie mówi, co mu się nie podoba, bo nie chce mi sprawić przykrości? Może jak ja, nie mówi o swoich wewnętrznych problemach, bo jest nauczony rozwiązywać je samodzielnie? Może jak ja nie mówi…

I może tak, jak ja robi wszystko dla mnie, ale bez porozumienia to nie wychodzi. Może nie widzę jego starań, bo tak bardzo skupiam się na tych niepowodzeniach zarówno jego, jak i moich? Może jednak jestem zbyt skupiona na własnych potrzebach? Może zauważam problemy tam, gdzie ich nie ma, a tych prawdziwych nie widzę? A czy nie jesteśmy ze sobą po to, żeby sobie pomagać? Czy nie jesteśmy po to, by ułatwiać sobie życie? Ale jak?

Zrozumiałam, że choć robiłam wiele dla swojego męża, to tak naprawdę wcale nie pytałam go o to, czy tego właśnie potrzebuje. Dostosowałam się do jakiegoś wzoru, który mówi tak ma być i już. Jego postawa była podobna.
Róbmy tak, żeby temu drugiemu było dobrze, nie oznacza róbmy według oczekiwań płynących z zewnątrz, ani też według własnego uznania, nie oznacza czytajmy w myślach, nie oznacza zgadujmy, jakie są potrzeby ukochanej osoby, nie oznacza uprzedzajmy fakty. Jasnowidzenie zbyt często prowadzi do uszczęśliwiania na siłę, a jeszcze częściej do nieporozumień. A wystarczy pytać i odpowiadać. Zdobywać wiedzę o potrzebach i je komunikować. To ma działać w obie strony. Schowajmy hasło „domyśl się” między bajki albo najlepiej wyrzućmy z własnego słownika.

Szczera, spokojna rozmowa potrafi zdziałać cuda. Poza czasem i uwagą nie kosztuje nic więcej. A mimo to, często jest ostatnim środkiem, po jaki się sięga. Tylko ona jest w stanie rozjaśnić sytuację, rozwiać wątpliwości, pokazać, jakie są prawdziwe potrzeby drugiego człowieka.

Po odkryciu tej prawdy wcale nie było mi łatwo wyjść z kryzysu. Żal i gniew nadal tkwiły gdzieś głęboko. Poczucie krzywdy nie chciało odejść i uniemożliwiało rozmowy, bo emocje brały górę. Rozmowy były trudne i nie pomagały za bardzo. Zaczęłam szukać innej drogi. Pomógł list. Przedstawiłam w nim swoje potrzeby i przyznałam się, że nie wiem, czego potrzebuje mój mąż i chciałabym to od niego usłyszeć. To był pierwszy krok. Potem wcale nie było z górki, bo świat sie nie zatrzymał, a rzeczywistość dokładała nowych wyzwań. Ale wreszcie zaczęliśmy na nowo rozmawiać. Rozmawiać i słuchać. Nasze relacje od tego momentu nabrały nowego wymiaru. Nieporozumienia, kryzysy i problemy nie są już przykrywane zasłoną milczenia.

Ale poza komunikacją jest jeszcze coś ważnego, co łączy się z przytoczonymi wyżej słowami. To bezinteresowność. Jedna z cech prawdziwej miłości. Małżeństwo to nie umowa handlowa (a przynajmniej nie każde). Nie można się rozliczyć na prostej zasadzie: ja tobie to, ty mnie tamto. Przyznaję, że przez chwilę mi to umknęło. Wraz z brakiem komunikacji to mieszanka wybuchowa, która prowadzi do zniszczenia. Rodzi frustrację, niezadowolenie, cierpienie, gniew, żal. Wkręca w spiralę złych emocji. Mnie na szczęście udało się to zatrzymać. Odpuściłam i odetchnęłam z ulgą.

Wiele kłopotliwych spraw da się łatwo rozwiązać. Trzeba tylko otworzyć się na drugą osobę, wysłuchać, jeśli trzeba dopytać, wczuć się w jej sytuację. A jeśli nasze potrzeby są pomijane, to może należy jaśniej je komunikować, szukać własnej drogi do porozumienia. O człowieku świadczą jego czyny, ale często najpierw potrzebne są słowa. Jestem zdania, że mają one ogromną moc, trzeba tylko zacząć z niej korzystać. Tym bardziej jeśli w grę wchodzi szczęście własne, bliskich, rodziny.

Często słyszę, że małżeństwo nic nie zmienia. Nie mogę się z tym zgodzić. W moim przypadku zmieniło wiele. To jeden z filarów mojego poczucia bezpieczeństwa, moja oaza spokoju, moje źródło siły i szczęścia. Zależy mi na tym, by tak trwało, dlatego dbam o nie. Jeśli zauważam problem, nie zostawiam go aż urośnie do olbrzymich rozmiarów, nie zamiatam pod dywan, ale podejmuję działania, by go rozwiązać. Nie sama, lecz z Mężulem.

Dzięki przyjęciu za dewizę słów „róbcie tak, żeby temu drugiemu było dobrze” dużo łatwiej jest zmagać się z trudami zwykłego dnia, łatwiej jest wyrażać uczucia, łatwiej się porozumieć. Kryzysy wprawdzie nie znikają, bo wciąż każde z nas jest tylko człowiekiem, ale potrafimy sobie z nimi radzić i wychodzimy z nich dużo silniejsi.

Róbmy więc tak, żeby tym najważniejszym dla nas było dobrze. Dajmy z siebie, ile się da. Dbajmy o siebie nawzajem. Rozmawiajmy. Słuchajmy. Tego życzę sobie i Mężulowi z okazji naszej rocznicy. Tego życzę również Wam.

Advertisements

10 comments

  1. Pięknie, mądrze i szczerze napisane. Wiela lat temu, jeszcze przed ślubem, prześliśmy z obecnym mężem kryzys spowodowany właśnie brakiem komunikacji – każde z nas tłamsiło w sobie jakieś bzury, których z czasem zebrało się tyle, że wybuch bomby był nieunikniony,

    Wam życzę wiele, pięknych lat razem w miłości.

  2. Po pierwsze życzę Wam samych pieknych lat razem! Po drugie zgadzam się z tym co napisałaś. Bez słów, rozmów niczego nie zbudujemy. Rozmowa to podstawa. Nawet gadanie o pierdołach dnia codziennego zbliża ludzi. Później zmierzenie się z problemami jest łatwiejsze. W nowej książce Ani Sakowicz jest piękny cytat dotyczący właśnie rozmów w związku. Nic więcej nie powiem 🙂 Jeśli przeczytasz książkę, podeslij mi ten cytat 🙂

  3. Przepiękny wpis 🙂 W ogóle jesteś w środeczku przepiękną istotą i pewnie druga taka jest przy Tobie. Co mi pozostaje? Życzyć Wam samych pięknych chwil wypełnionych czułą rozmową 🙂
    Wszystkiego dobrego!

  4. Miesiąc temu obchodziłam z mężem 2 rocznicę ślubu, a razem jesteśmy 9 lat. Uważam, ze człowiek poznaje się całe życie, jesteśmy tylko ludźmi, mamy różne charaktery, potrzeby, rozmowa jest najważniejszym filarem szczęśliwego postrzegania siebie nawzajem. Przechodziłam kryzys małżeński, nawet mi myśl o rozwodzie przeszła, codzienne kłótnie, pretensje, rutyna i brak czasu spowodował, że mi się już nie chciało – nie chciało walczyć o własną rodzinę, co z mojej strony było absurdem.
    Codziennie staram się, aby nam obojgu było dobrze, wspieram i motywuję męża do tego co robi, bo widzę, że tego potrzebuje i oczekuję od niego tego samego.
    Małżeństwo bardzo zmienia, tak jak napisałaś daje poczucie bezpieczeństwo i w moim przypadku właśnie tak było, chciałam ślubu by wreszcie czuć się stabilnie i bezpiecznie. Każdy dzień przynosi coś nowego.
    Pięknie napisałaś.
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Kryzysy zawsze będą towarzyszyć związkom ludzi, to normalne. Ważne, żeby sie nie poddawać i walczyć o to co ważne. Cieszę się, że Tobie też się to udaje. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s