kobieta patrząca w dal

Matko, błagam! Spójrz na to inaczej!

To jak postrzegam własne życie, zależy ode mnie. Długo trwało, żebym to zrozumiała. Wciąż w chwilach kryzysowych muszę mocno się starać, by o tym nie zapominać. Nie jestem urodzoną optymistką. Czerpania radości z życia zaczęłam się uczyć, kiedy odkryłam prawdę, tak często powtarzaną – szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. A przecież chcę, żeby moje dzieci były szczęśliwe.

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie Iza, znana jako Bizimummy, która w swoim tekście (klik) zachęca mamy do tego, by odrzuciły swoje obawy i wyrwały się na chwilę z objęć dziecka. Ale nie każdy tak może, co więcej, nie każdemu taka idea się podoba, co wynika z pojawiających się tu i ówdzie komentarzy.

Zanim pojawią się wszelkie spekulacje, zgadzam się z Izą całym sercem. Chwilowa rozłąka z dzieckiem nie czyni nikomu krzywdy, a zazwyczaj wychodzi rodzicom (dzieciom też) na zdrowie. Jeśli tylko ma się możliwość, by zostawić dziecko pod dobrą opieką i złapać chwilę tylko dla siebie, to warto ją wykorzystać. I tu znów, zanim ktokolwiek powie: „to nie takie proste”, wyjaśniam, że piszę z perspektywy matki, która akurat takiej możliwości nie ma lub ma ją bardzo rzadko.

Po przeczytaniu tekstu Izy, mogłabym, choćby w komentarzu, wylać swoją frustrację, życząc jej, żeby doświadczyła, jak to jest, kiedy nie ma z kim zostawić dziecka. Pytanie, w jakim celu? Czy to zmieniłoby sytuację Izy? Nie. Podejrzewam, że nawet gdyby się w takiej znalazła, wzięłaby sprawy w swoje ręce i na swój sposób rozwiązałaby problem. Czy to zmieniłoby moją sytuację? Wcale. Po co, w takim razie, tracić czas i energię na zazdrość i udowadnianie, że jest mi gorzej. Wolę cieszyć się razem z Izą jej szczęściem, a swoją sytuacją zająć się w inny, możliwy dla mnie sposób.

Aktualnie nie mam możliwości wypadu na weekend z mężem. Wspólne wieczorne wyjście na miasto też odpada. Dzieci są jeszcze małe, nie mam zaufanej opiekunki, jedyni dziadkowie są daleko, a znajomych nie chcę wykorzystywać, zostawiając sobie furtkę na wyjątkowe lub krytyczne okazje.

Mogłabym z tego powodu być nieszczęśliwa, sfrustrowana i wściekła na cały świat, ale jak już pisałam, nie widzę w tym sensu. Nie chcę patrzeć na moje dzieci, jak na kule u nogi. Nie chcę myśleć, że ograniczają moją wolność. Nie chcę mieć poczucia, że poświęcam siebie na rzecz dzieci. To przecież nieprawda!

Jak sobie z tym radzę?

Po pierwsze nauczyłam się patrzeć inaczej. Patrzeć, tak, żeby zauważać dobre rzeczy, a nie skupiać się na tym, co mi się nie podoba. Oczywiście, to nie jest proste, ale trzeba spróbować. W końcu przychodzi wniosek, że narzekanie niczego nie zmieni ani w niczym nie pomoże. Narzekanie jest tym czynnikiem, które ogranicza.

Po drugie zastanowiłam się, co mogę zrobić, żeby pozbyć się frustracji, zadbać o swoje zdrowie psychiczne i mój związek. Okazało się, że wcale nie jest tak beznadziejnie.

Zaczęłam od rozmowy z Mężulem. Powiedziałam, czego potrzebuję, zapytałam, czego potrzebuje on i wspólnie zaczęliśmy szukać rozwiązania dobrego dla całej naszej czwórki.

Zarówno ja, jak i Mężulu jesteśmy ludźmi wielu pasji. Skłamałabym, pisząc, że dzieci niczego nie zmieniły w tej kwestii. Z niektórych naszych ulubionych zajęć musieliśmy zrezygnować (tymczasowo oczywiście), niektóre ograniczyć czasowo, ale mimo wszystko wiele nam jeszcze zostało. Najprościej mogłabym to opisać, że dzielimy się tygodniem. Wyznaczamy sobie konkretny czas, dla każdego osobno i tego planu się trzymamy, w razie konieczności modyfikując go nieco. To kwestia organizacji i komunikacji. Dzięki temu, mogę cieszyć się na przykład z wyjścia na trening, a mój mąż z możliwości grzebania w swoich starych rzęchowatych „skarbach”. Poza tym odkryliśmy, że lubimy włączać nasze dzieci do naszych pasji i robimy to, jeśli tylko jest taka możliwość, bo zobaczyć fascynację w oczach dziecka, to również wielka przyjemność.

Wspólny wypad na miasto? Trudna sprawa. Ale skoro nie możemy iść razem, wychodzimy osobno. Jedno z nas bawi się ze znajomymi, drugie zajmuje się dziećmi. Choć prawdę mówiąc, robimy tak coraz rzadziej, bynajmniej nie ze względu na dzieci, ale ta potrzeba jakoś zmniejsza się z upływem czasu. Poza tym chętnie przyjmujemy przyjaciół w domu, tych, którzy mają na to ochotę.

Wiem, że są osoby, które stwierdzą, że w ich sytuacji takie rozwiązanie się nie sprawdzi, bo mąż nie zajmie się dzieckiem, bo żona jest zazdrosna itp. Wydaje mi się, że związek powinien opierać się na zaufaniu i umiejętności budowania kompromisów. Szczera relacja, mówienie o swoich potrzebach, obawach, wsłuchanie się w słowa drugiej strony i wyjaśnianie wątpliwości. Banalne, prawda? Ale wymaga szczerych chęci z obu stron.

No dobrze, ale gdzie czas dla związku, skoro randka w plenerze jest niemożliwa? Tu znów mogłabym marudzić, że w takiej sytuacji nie da się zadbać o intymne relacje z mężem, że zostaje nam tylko usiąść na przeciwległych krańcach kanapy i wsadzić nos w książkę, komputer lub pstrykać pilotem po kanałach telewizyjnych. Owszem, takie wieczory też się zdarzają. Mimo to, zamiast narzekać na swój marny los,wysyłam do męża sms’a: Randka, dzisiaj? Tak, w domu, z dziećmi śpiącymi za ścianą. Czasem to pizza i piwo, w piżamie i głupkowata komedia. A czasem kolacja przy świecach, z winem, z miłą muzyką w tle i wszystkim detalami, jak makijaż, strój, biżuteria. Wyłączamy wszystkie rozpraszacze, kierujemy swoją uwagę tylko na siebie, rozmawiamy, patrzymy sobie w oczy, tańczymy… Gdybym mogła wyszłabym z Mężulem na randkę, ale tak naprawdę nie potrzebuję restauracji, ani publiczności tylko jego i dlatego, nawet z takiej improwizowanej randki potrafię czerpać przyjemność.

Ostatnią rzeczą, która pomaga mi akceptować moją rzeczywistość, jest czas. Mieliśmy go dużo, zanim pojawiły się dzieci i korzystaliśmy z niego, ile mogliśmy. Poza tym, ten czas nie stoi w miejscu, dzieci rosną i za chwilę nie będą go chciały z nami dzielić w tym stopniu, co teraz.

Tak sobie myślę, że prawię tu banały i nikomu to nie pomoże. Bo prawda jest taka, że moje sposoby nie muszą się sprawdzić u innych. Dlatego zachęcam do poszukiwań na własną rękę. Zachęcam, spójrz na wszystko inaczej, wykorzystaj to, co masz, to co możesz i nie żałuj tego, co w tej chwili jest poza Twoim zasięgiem. Rozwiązanie może być proste, choć jak mawiała moja polonistka: „Najtrudniejsze są rzeczy proste”.

Pomimo, że kiedyś było inaczej, nie potrafię już utożsamiać rodzicielstwa z więzieniem, poświęceniem czy służbą. Pomimo, że moja rodzina w dużej części pokrywa się z modelem tradycyjnym, gdzie ojciec pracuje, a matka zostaje w domu, nie mam poczucia, że jestem zobowiązana do siedzenia murem przy dzieciach. Zbyt dużo czasu zmarnowałam na udręczaniu siebie i nie zamierzam stracić już ani minuty. Spojrzałam na swoje życie inaczej i znalazłam to, co najważniejsze.

Advertisements

14 comments

  1. Cudownie! Cieszę się, że zainspirowałam Cię do napisania tego tekstu. Właśnie o to chodzi, żeby wykorzystać swoje możliwości. My na szczęście mamy babcię na miejscu, którą Hania uwielbia i co jakiś czas możemy sobie pozwolić na wyjście. Nie zmienia to faktu, że bardzo lubię nasze domowe randki i kiedy Hanka zasypia, jest to czas dla nas. Nie skupiam się wtedy na tym, że muszę coś posprzątać, wyprasować itd. Ważniejsze jest, żebyśmy spędzili razem czas.
    Napisałaś o bardzo ważnej rzeczy – zaufanie. Jeżeli ludzie kochają się, ufają sobie i szanują siebie nawzajem, to dojdą wspólnie do rozwiązania, które zadowoli obie strony.

    1. Dziękuję i cieszę się, że mam takie źródło inspiracji 🙂
      To wydaje się proste: wykorzystać swoje możliwości. W rzeczywistości często jest tak, że ludzie nawet tego nie próbują, oglądając się na to, co robią inni.
      Zaufanie i szacunek są bardzo istotne. Jeśli tego brakuje w związku, wtedy zawsze są problemy i rozumiem, że może być trudno je rozwiązać. Nie rozumiem jednak, zrzucania winy i odpowiedzialności na dzieci, a tak często się dzieje.

  2. Brawo wielkie za ten tekst. U mnie jest tak, że nasze samodzielne wspólne wypady zdarzają się dwa razy do roku. Jeden na rocznicę ślubu, drugi do kina np. Czasem jeszcze jakiś się trafi 🙂 Co jakiś czas wychodzimy osobno, ze znajomymi. Słyszałam teksty, że na pewno się wtedy zdradzamy 🙂 ludzie są nieźli w swoich wypowiedziach czaasem.
    Byłam sfrustrowana swego czasu, ale zaczęłam więcej czytać, pisać i od razu zrobiło się lepiej. Mądrze prawisz Kochana. Jeśli się chce, wszystko można ogarnąć tak, że czlowiek pomimo ograniczeń czuje się szczęśliwy 🙂

    1. Och ludzie nie przestają mnie zadziwiać, zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym. Też się spotkałam z oburzeniem, że jak to można wyjść bez męża? Co lepsze, jeśli mąż wychodzi bez żony, to jest ok, bo „on przecież musi jakoś odreagować stres” . Równe traktowanie kobiet i mężczyzn jest bywa jeszcze mrzonką, a tradycyjne podejście bardzo mocno tkwi, w niektórych umysłach.
      Pisanie i czytanie mnie również pomogło poradzić sobie z trudnymi emocjami. I chociaż na początku bardzo się bałam, że ta wirtualna terapia nic nie pomoże, okazało się, że cała mi więcej niż mogłam przypuszczać- ludzi, którzy myślą podobnie i gotowi są wesprzeć mnie w razie kryzysu :*

  3. „Gdybym mogła wyszłabym z Mężulem na randkę, ale tak naprawdę nie potrzebuję restauracji, ani publiczności tylko jego i dlatego, nawet z takiej improwizowanej randki potrafię czerpać przyjemność.” – pięknie powiedziane 🙂 Podchodzę do sprawy tak samo, jestem też w podobnej sytuacji – dziadkowie daleko, przyjaciół nie męczę, znajomych zaprasza do domku, a kiedy potrzebuję wyjść, to zostawiam córę z mężem i tyle 🙂 To nie jest gorsze życie ani więzienie, chociaż wiadomo, że każdy odczuwa taki zwrot inaczej. A wg mnie? Jest nie jest lepiej, nie jest gorzej – jest inaczej 🙂

    1. Każda zmiana jest trudna, a dziecko zmienia życie dość konkretnie. Można z utęsknieniem patrzeć wstecz, ja też czasem wspominam czasy, kiedy nie byłam jeszcze mamą i w przypadku niektórych wspomnień łezka się w oku kręci, ale nie daję się im pochłonąć. Tu i teraz tworzę nowe wspomnienia. Masz rację, inaczej wcale nie oznacza gorzej, ale trzeba dać sobie szansę na dostrzeżenie tego.

  4. Najważniejsze, to właśnie dopasować życie do swoich możliwości, swoich potrzeb, swojego usposobienia. Dla jednej będzie tragedią, że nie może raz w tygodniu wyjść z kumpelami na miasto, a inna nawet raz na rok takiej potrzeby nie poczuje. Wszyscy mamy jakieś życiowe ograniczenia, ale mam dowody na to, że można je odwrócić na swoją korzyść i wręcz zamienić w atuty 🙂

    1. I właśnie do tego chciałabym zachęcić niektórych ludzi, żeby spróbowali znaleźć w swoim życiu to, co jest dla nich dobre, w danej sytuacji, bez oglądania się na innych. Zresztą Ty również zarażasz ludzi ideą optymizmu i sama jesteś dowodem na to, że pogodne nastawienie do świata pomaga przetrwać trudne chwile :*

  5. Wyznaczanie czasu dla siebie jest świetnym pomysłem! U nas jednak córka tak bardzo uwielbia spędzać czas z tata, że nie jestem w stanie jej od niego odciągnąć, by mógł się zająć swoimi sprawami. On z kolei widząc jej smutną minke mieknie i mówi, że jak ma odmówić czasu swojej jedynaczce? 🙂 Ja mam łatwiej, jak mąż wraca do domu, mnie może w nim z powodzeniem nie być 🙂

    1. U nas jest podobnie, bo męża często nie ma w domu, więc dzieciaki chcą nadrobić czas rozłąki. Jednak ponieważ rozłąka spowodowana jest pracą męża, zawsze staramy się wygospodarować czas tylko dla niego. Najczęściej jest to późny wieczór, kiedy dzieci już śpią, więc nikt nie czuję się poszkodowany 🙂

    1. To prawda. Też tak kiedyś miałam, nie potrafiłam się cieszyć tym, co mam. Jakimś cudem udało mi się zmienić perspektywę i okazała się o wiele lepsza. Dlatego staram się zachęcać innych, może ktoś się skusi.

  6. z czasem to się zmienia. mieliśmy podobnie, przez jakiś czas było trudno wyjść razem, bez dzieci, dzisiaj jest już inaczej, mamy teściów, opiekunkę, bo okazuje się, że dziadkowie często są z różnych powodów niedostępni, w kryzysowej sytuacji sąsiadkę. mimo wszystko da się, choć, jakby ktoś mi to powiedział 4 lata temu, też pewnie bym powiedziała, że ma się punkąć w czoło 😉 (albo chociaż pomyślała 😉 powodzenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s