Mogę tyle, ile trzeba

Czasy, kiedy dziecko wystarczyło urodzić, nakarmić i ubrać, dawno się skończyły. Rodzice dwoją się i troją, aby zapewnić swoim pociechom szczęśliwe, zdrowe, ciekawe i bezpieczne dzieciństwo. Aby zaspokoić dziecięce potrzeby, ale i aby uzyskać poczucie, że obowiązki rodzicielskie są wykonane należycie, rodzice wcielają się w coraz to nowe role. Są opiekunami, pociaszycielami, pielęgniarkami, kierowcami, nauczycielami i… można tak wymieniać w nieskończoność.

Rodzice stają się ekspertami od swoich dzieci, jednak wszystkich dziedzin życia znać nie muszą, nie mogą.
W końcu przychodzi ten moment, kiedy człowiek rozkłada bezradnie ręce i musi się zwrócić o pomoc do kogoś zewnątrz. Przychodzi taki moment, kiedy trzeba zaufać obcym: lekarzom, nauczycielom, instytucjom lub zwykłym ludziom i złożyć los pociech w inne ręce, licząc na to, że te ręce nie rozłożą się bezradnie.

Bezradność to chyba najgorsze uczucie jakie może spotkać rodzica. Przecież dla swoich dzieci są gotowi na wszystko. W chwilach jakiegokolwiek zagrożenia dokopują się do najgłębiej ukrytych pokładów energii, siły i cierpliwości. I wiedzą, że zrobią wszystko, by dziecko było bezpieczne, choćby miałoby to oznaczać starcie z rozpędzony pociągiem. W rodzicu ujawnia się poczucie, że musi go zatrzymać. Ale co jeśli nigdzie tego pociągu nie widać, kiedy nic nie można zrobić?

Działanie, choćby najtrudniejsze, jest łatwiejsze niż pozostawanie w bezczynności. Działanie daje jakieś efekty, a zmęczenie, będąc wynikiem podjętych akcji, daje znać, że zrobiłam tyle, ile się dało. Jeśli nie można zrobić nic więcej, wtedy przychodzi pora na zderzenie z bezradnością.

Kiedy patrzysz na cierpienie dziecka i nie możesz mu w żaden sposób ulżyć, cierpisz razem z dzieckiem. I w tej bezradności rodzi się jeszcze większa siła. Trzeba trwać, wspierać, nie poddawać się, być blisko. Bezradność przynosi ból i łzy, ale rodzic nie może sobie na to pozwolić. Rodzic staje się Atlasem, tyle że w swoich rękach trzyma swoje dziecko, bo to ono jest jego światem.

I to bywa bardzo trudne. Kiedy mój synek miał pół roku cierpiał bardzo z powodu alergii. Jego buzia zmieniła się w jedną otwartą ranę. Leki, które dostawał potrzebowały czasu, by zacząć działać. Trzeba było tylko czekać i być z nim. Było to potwornie trudne zadanie, ale tylko tyle mogłam zrobić. I jeśli moje dziecko mogło usnąć tylko na moich rękach, to przez całą noc trzymałam go, ciesząc się, że mogę swoją obecnością dać mu spokojny sen.

Później okazało się, że aby zadbać o jego zdrowie, musimy wprowadzić nowe zwyczaje w domu, dotyczące higieny, pielęgnacji, odżywiania. Trzeba też było przyzwyczaić się do częstych wizyt u lekarzy i całej góry leków, maści oraz nieprzyjemnych zabiegów. Trzeba było również przygotować się na zderzenie ze światem zewnętrznym, który nie ma świadomości, co dolega mojemu dziecku, jaki to ma wpływ na jego rozwój, samopoczucie czy zachowanie. To wszystko wydawało się na początku niemożliwe do opanowania, ale krok po kroku wdrażaliśmy się w nową rzeczywistość. Daliśmy radę, bo wszystkie te działania ułatwiały naszemu dziecku życie. I mogliśmy działać. Mogliśmy robić coś, co przynosiło efekty, odganiając bezradność i zwątpienie.

Często czułam się zmęczona, łatwo było wówczas o rozżalenie i pytanie, dlaczego to musi tak być. A zaraz potem przychodziły myśli o tych wszystkich dzieciach, które zmagają się z chorobami zagrażającymi ich życiu lub uniemożliwiającymi normalne funkcjonowanie. O ich rodzicach również. I ganiłam siebie za to, że pozwalam sobie na takie narzekanie, zamiast pomyśleć, czy nie mogę zrobić więcej.

Kiedyś spotkałam na swojej drodze pewną mamę, której syn zmaga się z porażeniem mózgowym. Dzieląc się swoją historią, nie wiedziałam jak wygląda życie jej rodziny. W momencie, gdy się dowiedziałam, było mi bardzo głupio. Ale ona nie chciała się licytować i udowadniać, że ma gorzej. Powiedziała tylko, że nie powinnam czuć się źle, ani nie powinnam się porównywać do niej. Obie kochamy swoje dzieci i robimy tyle, ile możemy, robimy tyle, ile trzeba, żeby nasze dzieci były szczęśliwe. Obie też napotykamy na trudności, czujemy się zmęczone, popełniamy błędy. Pomimo że nasze dzieci cierpią z różnych powodów, to my odczuwamy taką samą bezradność i bezsilność wobec ich cierpienia. I tak samo musimy zaakceptować fakt, że niektórych przeszkód pokonać się nie da, ale my dla swoich dzieci jesteśmy i będziemy, póki starczy sił. A najważniejsze jest to, że możemy to wszystko dla nich robić, choć nam obu często wydaje się, że to za mało.

A ja życzę wszystkim rodzicom, żeby tych sił mieli jak najwięcej, żeby przeszkód był jak najmniej, i żeby bezradność omijała nas wszystkich szerokim łukiem.

Jak zwykle, będzie mi bardzo miło poznać Wasze opinie, myśli, zastrzeżenia 🙂 tu lub na fanpage’u Zbioru Bzdurrr…

Reklamy

10 comments

  1. Doskonale Cię rozumiem. Po pierwsze jestem alergikiem i od dziecka miałam niezłe przeboje, ropa lała się z rąk, stóp, twarz też różnie wyglądała. Młoda teraz też pod względem alergii ma niezbyt dobrze. Też były momenty, że się ganiłam za bezsilność, za narzekanie itp. Jednak to co dotyczy mojego dziecka jest dla mnie najwazniejsze nawet jeśli chodzi tylko o przysłowiowy katar. Rozmawiałam o tym ze znajomą, której synek ma cięższe problemy zdrowotne i to ona mi to uświadomiła. Dużo siły Ci życzę! Jak coś znasz adres 🙂 Buziole

    1. Właściwie w jednym zdaniu ujęłaś to, co chciałam przekazać, że czasem nawet katar może człowieka pozbawić spokoju. A Ci, którzy zmagają się z cięższym, niż nasze, problemami znajdują jeszcze siłę, żeby wspierać innych i pomagać, choćby dobrą radą. Adres znam i nie zawaham się go użyć :*

  2. To prawda, nie ma co porównywać się z innymi, bo każdy ma swój świat i każdy swoje problemy, które są dla niego najistotniejsze. Pewnie, że są tacy, co mają gorzej i tacy, co mają lepiej, ale czy to coś zmienia w naszej sytuacji?
    Doskonale Cię rozumiem, bo my od września zmagamy się z chorobą syna i właśnie teraz, gdy już cieszyliśmy się, że wyszliśmy na prostą, los z nas okrutnie zakpił i zawisło nad nami widmo ponownej operacji. Nawet nie chcę o tym myśleć i z całych sił mam nadzieję, że jednak uda się jej uniknąć.

  3. Świetny i mądry tekst. Bardzo podoba mi się też podejście tej pani, a już stwierdzenie, że nie trzeba się licytować albo że każda mama kochana swoje dziecko – rozbrajające. Czasem trzeba po prostu odpocząć od bycia ekspertem do spraw trudności i skupić się na tym, co jest w porządku 🙂

    Dużo siły życzę!

  4. Dobrze Ci ta mama powiedziała, rozsądna z niej kobieta-nie powinnaś się porównywać. Każdy ma swoje troski…. Masz rację, każdy rodzic musi byc bohaterem, atletą i bezradnośc nas wykańcza, wciąż się uczymy o dzieciach, o opiece i wychowaniu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s