Ale za to niedziela…

Wraz z Mężulem postanowiliśmy wykorzystać nasz ostatni wspólny weekend na wypad za miasto. Tym razem zaplanowaliśmy wizytę w miejscach, które dobrze znamy i odwiedzaliśmy już nie raz, nie dwa, choć okazało się i tak mieliśmy niespodziankę. Zapraszam na relację z naszej wyprawy do Kurozwęk i Ujazdu.


Kurozwęki to mała miejscowość położona w województwie świętokrzyskim, w powiecie staszowskim. Na pierwszy rzut oka wydaje się równie niepozorna, jak każda inna wieś w tym kraju. Ma jednak sporo do zaoferowania.
Kurozwęki - plan

Za symboliczną opłatą za wejście na teren obiektu można przyjrzeć się przeróżnym zwierzakom w mini zoo, a jeśli ktoś jest bardziej zapobiegliwy, to po wcześniejszej rezerwacji telefonicznej, może wziąć udział w karmieniu zwierzaków. W ramach wspomnianej opłaty można również do woli korzystać z placu zabaw – moje dzieciaki żadnemu nie przepuszczą. Ten konkretny zauroczył je wielkimi zwalonymi drzewami, po których można się wspinać – rewelacja, nie chciały stamtąd zleźć.

Kurozwęki - plac zabaw

To naprawdę takie proste, a radość nie do opisania

Można również skorzystać z przejażdżki specjalnym pojazdem, który wiezie wprost na obcowanie z żubrami, nawet z bardzo bliska. My jednak obserwowaliśmy je z daleka.

Kurozwęki - żubry

To naprawdę są żubry 🙂

Oczywiście jak przystało na kompleks pałacowy, główną atrakcją jest pałac. Jego wnętrza, w tym również piwnice, lochy udostępnione są do zwiedzania (z przewodnikiem).

Kurozwęki - pałac

Pałac w Kurozwękach

Tym razem nie skorzystaliśmy z tych atrakcji, sądząc, że dzieciaki nie będą tym zainteresowane. To był błąd, ale dowiedzieliśmy się o tym nieco później, o czym z resztą przekonacie się za chwilę. Przetestowaliśmy natomiast używane niegdyś narzędzia kar. Moja pogadanka na ich temat jakoś nie zainteresowała potomnych, ale chwila spędzona w dybach potrafi zdziałać cuda – no dobra wcale nie potrafi ;).

Kurozwęki - dyby

Żadne dziecko nie ucierpiało, a to na zdjęciu wlazło tam dobrowolnie 😉

Na miejscu, można skorzystać również z zaplecza gastronomicznego, ale ponieważ wyposażyliśmy się we własny wikt (nie wiem jakim cudem) to nie mogę przekazać Wam moich wrażeń w tej kwestii. Jednak stoliki ustawione na zewnątrz restauracji były zajęte bez wyjątku.

W sezonie letnim odbywają się tam różne dodatkowe imprezy, dlatego warto sprawdzać stronę z aktualnościami. My skorzystaliśmy zaledwie z ułamka dostępnych rozrywek, a możliwości są spore. Wszystkich zainteresowanych odsyłam na stronę Kompleksu Pałacowego w Kurozwękach (klik), znajdziecie tam dokładny opis co? gdzie? jak? i za ile?.
Pałac w Kurozwękach i jego otoczenie to bardzo przyjemne miejsce, spokojne i dające trochę wytchnienia. Nie jest to luksusowe spa, ale nie każdy w spa odpoczywa. Ja lubię posłuchać szumu liści, śpiewu ptaków, albo ryczenia żubra.

Za kolejny cel wzięliśmy Ujazd. To miejscowość leżąca również w województwie świętokrzyskim, w powiecie opatowskim. Znam to miejsce bardzo dobrze, swego czasu odwiedzałam je kilka razy w roku. Miło było znaleźć się tam znów, po kilkuletniej przerwie i do tego dać się bardzo pozytywnie zaskoczyć.

Krzyżtopór - całość

Krzyżtopór robi wrażenie już z daleka. Wybaczcie tę antenkę – miała się schować 😉

Znajdują się tam ruiny zachwycającego niegdyś (dziś zresztą też) zamku. Krzyżtopór, bo takie miano nosił, to (dla mnie) miejsce magiczne. W powietrzu czuć historię z czasów jego świetności. Zawsze, gdy tam jestem, odczuwam ogromną chęć przeniesienia się do przeszłości, by choć przez chwilę móc poczuć prawdziwy klimat tego miejsca.

Krzyżtopór - wieża

Ruiny Zamku Krzyżtopór do niedawna były w bardzo złym stanie i w niewiele miejsc można było zajrzeć. To właśnie było dla mnie największym zaskoczeniem. Ogrom prac włożonych w odzyskiwanie tego zamku kawałek po kawałku, widać gołym okiem. Dzięki temu część ruin ma nowe zadaszenie, poza dziedzińcem można zwiedzać również piwnice (w tym szlak dla odważnych, ale nam zabrakło odwagi  i latarki 😉 ), a także piętro. Nowością jest dla mnie również sklepik z pamiątkami, no i toaleta, której kiedyś brakowało.

Cały obiekt jest oświetlony i domyślam się, że po zmroku widok zapiera dech w piersiach, a zwiedzanie nocne, musi być nie lada przeżyciem. Mocno zachęcam do zerknięcia na oficjalną stronę zamku (KLIK), gdzie oprócz galerii, historii, można również sprawdzić, jakie wydarzenia będą miały miejsce w tych pełnych uroku i tajemnic murach (np. Krzyżtoporskie Konfrontacje Bractw Rycerskich) albo wybrać się na wirtualną wycieczkę po zamku.

Krzyżtopór - dziedziniec

Takich zdjęć mam już sporo, ale nie mogę się powstrzymać przed robieniem kolejnych 😉

W Krzyżtoporze okazało się, że nasz starszy syn jest miłośnikiem lochów. To było największe zaskoczenie dnia. Po prostu nie chciał wychodzić z piwnic, a im było głębiej i ciemniej tym – w jego mniemaniu – lepiej. Właśnie dlatego żałuję, że nie wybraliśmy się na zwiedzanie lochów pałacu w Kurozwękach. Żałuję też, że nie mieliśmy ze sobą latarki, bo wtedy pokusilibyśmy się o dokładne zwiedzenie wszystkich ciemnych, wilgotnych i cholernie śliskich zakamarków zamku.

Krzyżtopór - okna na dziedziniec

Trzeba było zajrzeć wszędzie, nawet jeśli wywoływało to atak serca u matki 🙂

Ta wyprawa rodzinna zakończyła się szczęśliwie bez horrorów podobnych do przygód z Bałtowa. Choć dawno temu, kiedy wraz z Mężulem (wtedy jeszcze bez obrączek) zwiedzaliśmy ruiny, zaginęły nam kluczyki do auta. Mój mąż po prostu od samego początku dbał o to, by poziom adrenaliny mi się zbytnio nie obniżał.  Wprawdzie tego auta już nie mamy, ale kluczyków też nie, pewnie nadal leżą sobie gdzieś tam w lochach krzyżtoporskich :).

A jeśli masz jakieś uwagi co do mojego wpisu, spodobał Ci się lub nie to zawsze możesz:

Advertisements

28 comments

  1. Byłam w Ujdzie jeszcze przed renowacja 🙂 niesamowite wrażenie zrobił na mnie Krzyżtopór wrażenie spotegowalo to że w niektóre miejsca mogłam wjechać
    Ciekawe jak teraz będzie 🙂

  2. No nie mogę się dzisiaj od Ciebie oderwać 😀 Szalenie ciekawe miejsca pokazujesz. Ta opcja chodzenia po lochach i te żubry! My co prawda mamy niedaleko zamek w Gniewie i turnieje rycerskie (o niebo lepszy klimat niż w Malborku), ale i tak trochę za bardzo skomercjalizowany jak na mój gust. W wakacje jedziemy odwiedzić rodzinę w Krakowie i kto wie, może zorganizujemy przy okazji mały skok w bok 😀

    1. Bardzo mi miło 🙂 A ja chętnie odwiedziłabym te „Twoje” zamknij, ale musiałabym zrobić ogromny skok w bok, może kiedyś… A jeśli jesteśmy przy skokach, to z Wyjazdu do mnie to już taki maluśki skok 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s