Motywacja, nadgorliwość i twarda d…

Wiecie, co bardzo lubię w zachowaniu dzieciaków? Nie trzeba ich zachęcać czy specjalnie motywować do tańca, wygibasów, ruchu w ogóle. Ich niespożyta energia i radość z tego, że są tu i teraz, cały czas mnie zadziwiają i coraz bardziej pragnę stać się taka, jak one. Ale dorosłość, to przecież już nie ten etap. Starość majaczy gdzieś tam, nawet jeśli na bardzo odległym, to jednak – horyzoncie. Faktycznie? Pora położyć się i umierać? Nie chce mi się? Nie mogę? Ja mam tego dość!

Ostatnio wszędzie trafiam na wpisy motywujące do wejścia w tryb „aktywna”. Spora garść cytatów mających na celu przebudzenie drzemiącej we wnętrzu energii, memy dodające wiary, siły, chęci. Wiele osób pisze o tym, jak się uaktywnić, jak zacząć, jak się nie zniechęcać, gdzie szukać wsparcia. Świecą własnym przykładem. Pokazują, jakie formy aktywności lubią, czego próbują po raz pierwszy, podają zalety i wady. Opisują swoje wrażenia, małe sukcesy, ale porażki też. Wlewają w swoje słowa miliony endorfinek, na których nadmiar cierpią.

Celem niektórych jest pociągnięcie za sobą innych. No dalej! Ruszcie się ze mną! To jest najlepsze, co możesz teraz zrobić! Przyłącz się do mnie!

Inni utwierdzają się w swoich postanowieniach. Dzięki Wam dam radę! Wasze wsparcie daje mi siłę! Nie poddam się! Jesteście moimi świadkami, że podejmuję się…

I ja czytam te słowa, chłonę zawartą w nich energię i radość, kibicuję i cieszę się. Ponieważ dzięki temu mam poczucie, że nie oszalałam., a jeśli nawet to jest to szaleństwo bardzo pozytywne.

Dobra, ale o co chodzi?

Zacznę od początku. Zawsze lubiłam być aktywna fizycznie, nawet wtedy, gdy wyglądałam jak pączek w maśle. Rower, rolki, wszelkie zbijaki, ziemniaki i inne „babingtony”, nawet gra w siatkę, choć moje niedobory wzrostowe nie czynią ze mnie topowego zawodnika. Obiłam się też o jakieś aerobiki, siłownię i basen. A potem nagle stop. Lubiłam wprawdzie ćwiczyć, ale zapału wystarczało mi na jakiś tydzień (a wtedy jeszcze nie miałam dzieci). Potem zaczynały się WYMÓWKI:

Pada deszcz, pada śnieg, wieje wiatr, świeci słońce, jest gorąco, jest zimno, jest ciemno, nie wyspałam się, jestem zmęczona, za dużo stresu w pracy, obiadu nie zjadłam, ktoś mnie wkurzył, jest mi smutno, nie chce mi się, muszę posprzątać, muszę umyć głowę, muszę upiec ciasto, muszę iść na zakupy, ale mój serial się zaczął i jeszcze powtórki z trzech lat wstecz, boli mnie głowa, boli mnie palec u prawej ręki, a może lewej, spocę się, sąsiedzi mnie wyśmieją, nikt tego nie robi, wszyscy to robią, nie mam z kim, wstydzę się, boję się, nie umiem, okres mi się zaczął, nie mam stroju, nie mam kasy, nie mam ochoty, przecież i tak nic z tego nie będzie…

O tak! A to tylko marna próbka moich możliwości. Pamiętam, jak bardzo podziwiałam moją dobrą koleżankę, która bez niczyjej pomocy, niemal z dnia na dzień postanowiła ćwiczyć, żyć zdrowo. Odmieniła swoje życie, zaczęła odnosić liczne sukcesy, a ja patrzyłam na to z podziwem, nie mogąc zrozumieć, jak? Przy jakiejś rozmowie powiedziała: ”ale co masz za problem?”, czyli  – chcesz, to zacznij to robić.
A ja miałam problem ze wszystkim. Brakowało mi silnej woli, charakteru, chęci, odwagi. Uznałam, że jeśli ktoś nie stanie nade mną z batem, niczego nie osiągnę. Przecież zawsze byłam słaba…

Jakiś czas temu, do mojego życia zaczął się wkradać entuzjazm. Wiecie, taki właśnie dziecięcy. Ot czysta radość z życia. Całkiem nie dawno coś mi się w głowie poprzestawiało. Co i jak, nie pytajcie. Powiem tylko, że dziś nikt nie musi mnie lać batem po tyłku i wrzeszczeć „Bierz się do roboty!”
Pokochałam na nowo aktywność fizyczną. Pokochałam tak bardzo, że nie wyobrażam sobie już bez tego życia. Dziś nie muszę ćwiczyć, dziś po prostu tego chcę. I chcę nie dlatego, że schudnę albo wypracuję brazylijskie pośladki (choć to bardzo miła ewentualność), ale dlatego, że to lubię i żadne wymówki nie są mi już potrzebne.

Jestem pozytywnie nakręcona. Entuzjazm mnie rozsadza. Motywacji mi nie brakuje. Mam jej aż nadto. A w pamięci jeszcze te chwile, kiedy nie miał mnie, kto zmotywować. W moim otoczeniu niewiele osób „wzięło się za siebie” albo robią to w nieprzemyślany, a tym samym niebezpieczny sposób. Pomyślałam (o ja głupia!), że może podzielić się tym swoim nowym darem z najbliższym otoczeniem. Może ktoś dziś, tak jak ja kiedyś, potrzebuje wyciągniętej, zachęcającej, ośmielającej ręki? Może uda się wyrwać kogoś z objęć marazmu i wlać w serce trochę energii i zapału? Może uda zaszczepić w kimś chęć do realnej mądrej  zmiany, w miejsce chęci przebywania w najmodniejszym klubie w mieście?

Podobno dobrymi chęciami, to wiecie, co jest wybrukowane. Jak zwykle wepchałam się ze swoją osobą i swoimi racjami tam, gdzie tego nie chcą. Po raz kolejny zrobiłam z siebie totalną idiotkę, chcąc pomóc bliźniemu i zasłużyłam na to, aby mnie po kątach obgadywać. Stałam się nadgorliwą agitatorką, która ma za dużo czasu, nie chce się odczepić, uparła się na jakieś bzdety, nie rozumie, że…
A wystarczyłoby powiedzieć: ”nie dzięki, to nie dla mnie” – myślałam, że dorośli tak właśnie robią…

W ten sposób moja d… znów zrobiła się twardsza, a głowa mądrzejsza o kilka wniosków m.in.: Nic na siłę – nie bądź nadgorliwa. Uczciwość wobec siebie i innych to klucz do spokojnego życia – jeśli ktoś tego nie rozumie lub nie praktykuje, to jego problem, nie mój. Odpuść, jeśli Tobie zależy bardziej, niż komuś innemu – nic nie poradzisz, jeśli woli brak.

Problem w tym, że ja nie umiem ukryć tej radości, tego entuzjazmu. Chcę się tym dzielić. Chcę zarażać.

Biegasz, skaczesz, latasz, pływasz w tańcu, w ruchu wypoczywasz? Nie obchodzi mnie, jaką formę aktywności lubisz. Cieszę się, jeśli robisz coś dla siebie. Trzymam kciuki za powodzenie w zdobyciu wyznaczonych celów i/lub życzę wytrwałości. Jeśli potrzebujesz – masz moje wsparcie. A może siedzisz przed telewizorem i szukasz kolejnej wymówki? Nie oceniam, jednak zachęcam. Powodzenia!

Reklamy

22 comments

  1. Wiesz jacy są ludzie… Jeśli chodzi o motywację, to duża jest siła słów, bo gdy ktoś mi mówi: „rusz du..”, to nie pobudza mnie to do działania :). Również lubię być aktywna fizycznie, choć teraz z wiadomych przyczyn trochę sobie darowałam.

    1. Zgadzam się, że od słów wiele zależy. Staram się używać innych argumentów np.: „chodź ze mną, zobaczysz będzie fajnie, może Ci się spodoba”, ale może faktycznie przeginam. A Ty póki co, lepiej zbieraj siły, poważniejsze wyzwanie przed Tobą 🙂

  2. A ja nie znoszę i zawsze nie znosiłam aktywności fizycznej, a mam dziecko, które w kółko musi skakać, biegać, wspinać się, sekundy w miejscu nie usiedzi i nie wiem po kim on taki? 😉

  3. Jest właśnie tak jak piszesz. Wokoło mnóstwo marudów. To źle, tak nie dobrze, pogoda do kitu. Niestety taki nastrój udziela się dość szybko. Chciałabym otaczać się ludźmi pozytywnymi – optymistami, przyciąga mnie do takich ludzi. I tak właśnie trafiłam do Ciebie. Gdy najbliżsi już nie wytrzymują z moją dawką endorfin, daje upust emocjom i o tym piszę. Ale czasami jeden taki osobnik zły na cały świat jednym gestem i słowem potrafi zepsuć wszystko co sobie od rana budowałam. Zmarszczki mimiczne dzisiaj mi nie grożą, i pozdrawiam Pana, który mnie dziś wyprowadził z równowagi. A ja mu na złość – byłam bardzo miła. A co, niech ma! Pozdrawiam!

  4. Ja lubię pozytywnych ludzi i takich staram się trzymać. Nie lubię jęczeć i narzekać wolę swoją energię spożytkować na coś pożytecznego:) Wampiry energetyczne staram się odsyłać gdzie pieprz rośnie:)

      1. A ja mam wrażenie, że Ty obdarowujesz wszystkich (wampiry też) swoją energią, której nieskończone źródła biją gdzieś w okolicach Twojego serducha 🙂

  5. Moje dziecko uczy mnie entuzjazmu na co dzień. Mam skłonności do marazmu, ale nie chcę „sprzedawać” Frankowi takiego podejścia do świata i życia, więc pracuję nad sobą 🙂

    1. Dzieci potrafią motywować 🙂 Sama powinnam dostać tytuł malkontenta nr 1 (poważnie – czasem sama ze sobą nie mogę wytrzymać), ale podjęłam walkę, by się z tego wyplątać. Cieszę się, że Ty również – razem raźniej 🙂

    1. Masz rację, dobór słów jest istotny, bo każdy z nas jest inny. A poza motywacją wg mnie liczy się też czyjeś wsparcie. Ale to liczy się naprawdę wtedy, jeśli w tym, kogo chcemy wesprzeć, jest jakaś chęć do działania.

  6. Jeszcze do niedawna z dumą nosiłabym na koszulce taki tekst: „nie biegam z zasady. nadjeżdżających autobusów też to dotyczy”. Jednak przestałam być tak radykalna w swoich poglądach. Dziś dałabym się Tobie wyciągnąć na wspólne bieganie, zwłaszcza po lekturze tego wpisu:)

      1. Trafiłaś! Mamy z mężem rolki od jakichś 4 lat. Używane może z kilka razy jeszcze przed moją ciążą 😛 Ale, ale, dokładnie przedwczoraj wyjęliśmy je z szafy, żeby przymierzyć, skutkiem czego jeździliśmy w nich po mieszkaniu ku ucieszę i zazdrości dziecia 😀 Już zdecydowaliśmy, że młodemu kupujemy rowerek biegowy a my śmigamy na rolkach 😀

      2. Chciałabym zobaczyć swojego męża na rolkach 😛 obawiam się, że jednak nie doczekam tego w tym życiu. Moje rolki leżą w szafie nie wiem ile już lat. Odkąd je kupiłam, miałam okazję raz je wykorzystać – brakowało mi towarzystwa. W tym roku planuję to zmienić, ale nie wiem czy dam radę się przełamać. W mojej mieścinie tylko podlotki śmigają na rolkach, mnie za podlotka już raczej nikt nie weźmie 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s