Organizer, taki mój

organizer3

Organizerów, plannerów jest na rynku mnóstwo. Są wersje tańsze, droższe, a nawet darmowe. Są różowe, słodkie, szare, praktyczne, z kokardkami i bez, no jakie chcecie… ale nie znalazłam wśród nich takiego mojego, a przecież bez tego nie ogarniam…

Nieco podłamana tym faktem, już miałam udać się do najbliższego kiosku, by przygarnąć, co tam się nawinie pod rękę, ale jedno z moich dzieci stwierdziło, że właśnie nadszedł najlepszy moment na walkę z wirusem. Jego trudna walka skutecznie uziemiła mnie w domu.

Oczywiście, kiedy w domu choruje dziecko, wszystkie siły matki, zarówno te fizyczne jak i umysłowe, skierowane są na tego małego nieszczęśnika. Zapomniałam o organizerach, planach i innych podobnych. Ale moje dziecię w końcu usnęło, a mnie olśniło, że przecież mogę spróbować zrobić sobie organizer sama. Nigdy tego nie robiłam, fakt, ale w najgorszym wypadku zmarnuję trochę czasu i papieru.

Byłam przygotowana na zaciety bój z moją „maszyną produkcyjną”, ale poszło zadziwiająco gładko. Całkiem bez przeszkód się nie obeszło, ale to nieistotne, bo w końcu mam mój własny organizer. Może nie jest specjalnie ozdobny, ale taki chciałam – prosty do granic możliwości. Jest widok całego miesiąca i miesięczne cele z miejscem do odhaczania, jest plan tygodnia z rozpiską godzin. Każdy dzień tygodnia osobno, z miejscem na priorytety, rzeczy do zrobienia lub zapamiętania, notatki, blogowe pomysły oraz karta z miejscem na jadłospis tygodniowy i lista zakupów (do oderwania). I jest nadzieja, że miliony kartek, karteczek porozrzucanych wszędzie wreszcie znikną 🙂

organizer col

I okładka, też – taka moja. Wystarczy, że na nią spojrzę i nastrój szybuje w górę. Wystarczy, że na nią spojrzę i przypominam sobie moje motto, żeby uwierzyć w…  dobre intencje ludzi, we własne zdolności, w siebie w ogóle…

organizer5

A to wszystko w ogromnym formacie A4 (no nie jest to wersja do torebki). Po pierwsze, żeby nie zginęło 😉 a po drugie najważniejsze, bo strasznie bazgrolę i nikt nie może nic po mnie rozczytać – łącznie ze mną. A większe litery są czytelniejsze ;P

Teraz już nic nie stanie na mojej drodze do zapanowania nad chaosem 🙂

 

 

Advertisements

8 comments

    1. Dziękuję 🙂 Pewnie nie znalazłabym motywacji, by to zrobić, ale naprawdę mnie wkurzyło to, że jeśli kupowałam gotowca, to część musiałam z niego wywalić

  1. Rewelka! Te wszystkie rubryczki! I wyrywana lista! Mój kalendarz książkowy po miesiącu używania wygląda bardziej jak szkicownik… może rubryczek mi trzeba 😀 A powiedz, jak i czym Ty to tak ślicznie spięłaś?:)

    1. Rubryczki dla Ciebie? No w życiu! Obawiam się, że zbyt wiele Twoich genialnych pomysłów zginęłoby między linijkami 🙂 A mój organizer oddałam do bindowania i zażyczyłam sobie grzbiet drutowy, bo trwalszy i ładniejszy. Choć miałam ochotę i tu wykorzystać patent z trytkami (Twój pozytywny kalendarz, tak właśnie spięłam :D)

      1. Ho ho, ktoś tu zachwala mój geniusz a ja się dopiero teraz orientuję? Chyba coś ten geniusz przereklamowany 😛 Zwłaszcza, że nie mieści się w żadnych ramach czasowych. Lepszej organizacji mi trzeba! 😀

      2. A trytki dobre na wszystko! Choć tym bindowaniem skłoniłaś mnie to rozeznania w temacie i widzę, że stać mnie nawet na bindownice. Sądziłam, że to cholerstwo dużo droższe. Kto wie… kto wie co mi Mikołaj w tym roku przyniesie. Może będzie w sam raz na pozytywny kalendarz 2017 😀

      3. Ponoć artyści czasu nie liczą…, a może to o zakochanych chodziło? Ale w sumie to chyba jedno i to samo 😀 A za trytki to ktoś nagrodę Nobla powinien dostać 😀 A z bindownicą czy bez na pozytywny kalendarz 2017 i tak liczę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s