A niech to mróz!

a niech to mróz!

Nienawidzę zimy. No nie znoszę! Nie przekonacie mnie!

Śnieg jest może i ładny, ale prędzej czy później zmienia się w tę brunatną, paskudnie oblepiającą buty, breję. A nawet jeśli nie, to bezczelnie i złośliwie ukrywa pod sobą cienką warstwę lodu, która tylko czeka, żeby zaatakować nieświadomą niebezpieczeństwa i bezbronną stopę.

O tych czapkach wgryzających się w czoło, już nie wspomnę. A te szaliki, które niby to ogrzewają zmarznięte szyjki? Tak naprawdę mają jeden cel: wepchnąć jakiś kłaczek do gardła, którym przy odrobinie szczęścia się zakrztusisz. No a poza tym, uwielbiają przechowywać  bakterie i wirusy na później.
Wystarczy dołożyć do tego konieczność wbijania się w tony ubrań, od których nawet najlepsza sylwetka przypomina ludzika Michelin. A przecież jeszcze dzieci są. Te dopiero kochają się ubierać. ” Ta czapka jest za gruba! Te rękawiczki nie! Buty nie! Chcę kalosze!” A młodszy „nie, łeeeeee!!!” i wyciąga moje szpilki. Co jest do ciężkiej pani o imieniu brzydszym niż noc????  Biorąc pod uwagę fakt, że mam na sobie już mini saunę, emocje zaczynają podnosić temperaturę od wewnątrz i mózg lekko już bulgocze – trudno o  zrozumienie kolejnego „łeeeeee”.
A to przecież nie wszystko. Są jeszcze śliskie drogi, które beztrosko przyczyniają się do wymiany reflektora w aucie. Są jeszcze zaspy, które nie jednego już zaskoczyły. Są zamarznięte szyby i zamki w drzwiach, a czasy mojego starego malucha, kiedy wystarczyło klucz zapalniczką podgrzać, już dawno minęły. Z resztą, dziś trudno u mnie o zapalniczkę w kieszeni, tudzież torebce. Padniętego akumulatora nikt nie chce wspominać.
I jeszcze te piękne zaróżowione policzki. A dokładniej przemrożone. I skostniałe palce, sine nosy…brr, no nie przekonacie mnie i już! 😉

Ale nawet ja – ciepłolubny zwierz – potrafię dostrzec pożytki z zimowej aury.

Piękne widoki, zamarznięte krajobrazy i tym podobne, oczywiście mogą wzruszać. Wolę się jednak skupić na praktycznej stronie. Przyznam się, że bezceremonialnie i bez żadnych skrupułów wykorzystuję mróz.

Jeśli już temperatura spadnie solidnie (naprawdę solidnie) poniżej zera, wywalam wszystkie materace na zewnątrz i trzymam na mrozie cały dzień. To samo spotyka wszystkie pluszaki, a szczególnie te, które z różnych powodów muszą omijać otwór gębowy pralki.
Czasem nawet dzieci na mróz wystawiam, najczęściej  w komplecie z Mężulem, bo on jest bardziej mrozoodporny niż ja 😉 Litościwie jeszcze sanki im daję, a niech cierpią, jak chcą! 😉 Wracają potem czerwoni, przemoczeni, zziębnięci… ale gęby im się cieszą…

…ale nie! mnie nie przekonacie!

Chyba że macie jakieś ciekawe pomysły, jak wykorzystać mróz, śnieg, i te inne zimowe warunki?

 

PS Zapomniałam wspomieć, że narciarski bakcyl mnie nie dotknął i pewnie raczej nie dotknie. Należę do tej grupy ludzi, którzy potrafią na gładkiej drodze skręcić kostkę idąc w trampkach, więc zachowawczo –  omijam stoki szerokim łukiem.

Advertisements

13 comments

  1. Oj, bratnia duszo, gdzie się do tej pory ukrywałaś?! 🙂 Ja wkoło tylko słyszę, jaka to zima fajna i nikt nie rozumie tego, że ja jej nie znoszę 😉 Tylko u mnie główną przyczyną tej niechęci są nasze górskie oblodzone drogi :/

    1. Miło wiedzieć, że nie jestem sama 🙂 też często spotykam się z niezrozumieniem, no bo „jak można nie lubić śniegu???”. Oblodzone górskie drogi, nie zazdroszczę, ja na tych całkiem płaskich już mam problem. Ale góry kocham…wiosną, latem i jesienią 😉

  2. Wypijmy za to , aby szybko przyszła wiosna! Mam dokładnie te same odczucia co ty, śnieg nazywam pieszczotliwie „tym białym gów$%#” i odliczam do wiosny. Jedyny z zimy pożytek to właśnie te bosko wywietrzone na mrozie pościele. A narty? Nie kumam radości, ale ok, ważne, że mnie nikt nie zmusza 🙂

    1. To ja już wznoszę kielich za szybkie nadejście wiosny 🙂 No i za to, że nie jestem jedynym ciepłolubnym zwierzem. (u mnie też pojawiają się komentarze w stylu „i znowu pada to białe g…”:D )

  3. A tęsknię za prawdziwą zimą i śniegiem. Mieszkam za granicą, więc brakuje mi śniegowego szaleństwa, kiedy jednak mieszkałam jeszcze w Polsce, nienawidziłam zimy. I zrozum tu kobietę! Pozdrawiam, będę zaglądać regularnie :).

  4. Ech…no ja też zmuszam się, żeby patrzeć na zimę lepiej, ale niestety zazwyczaj mam z tym problem. Moje dzieciaki akurat lubią zimę, śnieg, wariacje, dlatego skupiam się na ich radości, czasami pomaga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s