O czym to ja miałam…?

co ja to miałam

Robię to bardzo niechętnie, ale muszę się przyznać. Mam świetną pamięć. Naprawdę! Często muszę udawać, że o czymś zapomniałam, bo nie dałoby się ze mną wytrzymać –  już w ogóle.  Zapytajcie Mężula. On wie o tym najlepiej ;). Sama jestem czasem pod wrażeniem tego, co potrafię zapamiętać i na jak długo.

No dobra, koniec żartów! Zapamiętuję wprawdzie dużo i na długo, ale zazwyczaj akurat nie to, co trzeba albo nie w takiej kolejności, jak trzeba, albo no wiecie…, o czym ja miałam pisać?

Nie czarujmy się, przy dwójce małych dzieciaków w domu i z Mężulem, który jest królem chaosu, improwizacji i spontanicznych działań, nie sposób wszystkiego ogarnąć przy pomocy jednej li tylko głowy.

Od niedawna jednak wdrażam w moje życie, ale  i mojej rodziny, różne zmiany. Krok po kroku, żółwim tempem, ale… Próbuję przestać panować nad chaosem, a zamiast tego organizować czas i przestrzeń według własnego widzimisię. Oczywiście, życia nie da się zaprogramować co do minuty (nad czym bardzo ubolewam), godziny, czasem nawet dnia, albo i gorzej. Uważam jednak, że warto planować (byle z głową!), ustalać priorytety, cele, kontrolować przeciekający między palcami czas i inne takie.

Moje sposoby na walkę z chaosem.

Ciągle się uczę, poszukuję nowych rozwiązań, pomysłów. Dopiero wchodzę na tę wojenną ścieżkę i  wciąż jeszcze się potykam, przewracam, ale widzę pierwsze maleńkie efekty, dzięki którym nie zbaczam z kursu.

Rozpoczęłam od pracy nad Mężulem – niestety, jego nieobecności powodowane pracą są bardzo mało przewidywalne. Oczywiście utrudnia to jakiekolwiek planowanie. Do tego jeszcze Mężulu bywa roztargniony i często zdarza mi się słyszeć: „Jak to? Nie mówiłem ci, jutro muszę jechać…” Moja ciężka praca u podstaw (czyt. wielogodzinne wykłady o dorosłości, odpowiedzialności, bla, bla, bla…) doprowadziła do tego, że Mężulu bardziej się pilnuje i jeśli tylko ma informacje o planowanym wyjeździe, od razu odnotowuje to na kuchennym kalendarzu albo już od wejścia krzyczy, że tegoż to a tegoż wyjeżdża. Dzięki temu mam jako taką orientację w jego harmonogramie.

Przy okazji… Wiem, że połowa stycznia już za nami i większość normalnych ludzi od dawna posiada już kalendarz na rok 2016, ale jeśli należycie do podobnej grupy, co ja – typu „co to ja miałam” to zajrzyjcie na stronę Concita Home, gdzie autorka: Kasia, poza tym, że dzieli się swoją wiedzą odnośnie urządzania wnętrz, zebrała różne propozycje kalendarzy i organizerów do wydruku, za darmo. (Ja skorzystałam, czym niedługo się pochwalę.)

Kolejnym krokiem było planowanie jadłospisu na tydzień. Co to dało? Przypominam o tym, bo efekty naprawde warte są poświęcenia kilku chwil.

Po pierwsze – ograniczyło potrzebę robienia zakupów co chwilę. Duże zakupy robimy raz w tygodniu. Przy tworzeniu jadłospisu od razu robię listę potrzebnych produktów. Jednocześnie sprawdzam „stany magazynowe” i jeśli coś się kończy, dorzucam do listy. Zaczynam mieć kontrolę nad tym, co i w jakich ilościach okupuje moje szafki.

Po drugie – więcej pieniążków zostaje w portfelu, bo mniej jest okazji dla „okazji”. Nie kupujemy „na wszelki wypadek”, przez co patrz:

Po trzecie – koniec z marnowaniem żywności – straty są coraz mniejsze, a z każdym kolejnym tygodniem, coraz lepiej idzie mi szacowanie ilości jedzenia, jakiej potrzebuje moja rodzina.

Po czwarte – mamy zdecydowanie bardziej zróżnicowane menu, bo wreszcie nie brakuje mi produktów. A jeśli nawet, to eksperymentuje w kuchni i staram się wykorzystać to, co mam (to też przekłada się na punkt 3)

Po piąte – zyskaliśmy duuuuużo dodatkowego czasu, który dotąd zabierały zwykle wymuszone zakupy.

Początki były trudne, ale cieszę się że to opanowałam. Naprawdę gorąco polecam spróbować.

Bardzo trudnym i dość żmudnym etapem było (właściwie nadal jest) opanowanie finansów domowych. Od dawna widziałam potrzebę kontroli domowej kasy, ale tak bardzo mi to było nie w smak. Bo „ gdzie ja i finanse? Pieniądze mnie nie lubią. Nie mam do tego głowy. A przecież jakoś to będzie”. W końcu dojrzałam do tego, że albo wezmę się za to, albo lada dzień zawisną nad nami ciemne chmurzyska. Z pomocą przyszedł mi blog „Jak oszczędzać pieniądze”. Jego autor Michał dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem w zakresie prowadzenia budżetu domowego, wychodzenia z długów i w ogóle finansów. Wieczorami, gdy dzieciarnia wreszcie odpływała w  błogi sen, zamiast wtulać się w ramiona Mężula, jak pilna uczennica zasiadałam do nauki. Krok po kroku  studiowałam poradnik przygotowany przez Michała i wprowadzałam jego rady w życie. W skrócie: zbieranie paragonów, kontrola zużycia mediów, negocjacje niekorzystnych warunków umów, kontrola wydatków, kategoryzacja wydatków, planowanie… Na początku nie wierzyłam, że uda mi się przez to przebrnąć. A jednak, dziś finanse mojej rodziny nie stanowią już dla mnie zagadki, a budżet nie przypomina wróżenia z fusów.

Jeśli macie za mało pieniędzy albo za dużo, albo nie wiecie, gdzie one się znikają, to zajrzyjcie do Michała (klik) na pewno znajdziecie tam przydatne wskazówki.

Aktualnie, skupiam się na szlifowaniu świeżo zdobytych umiejętności. Ale w planie pozostaje również praca nad sobą, nad konsekwencją w działaniu, nad motywacją, systematycznym podejściem do tematu, nad ustalaniem priorytetów i cierpliwością, cierpliwością, cierpliwością. O asertywności już nawet nie wspominam. Zależy mi na tym by się rozwijać, nawet przy tak ograniczonych możliwościach, jakie mam na chwilę obecną. Zależy mi, żeby ułatwiać życie mojej rodzinie. Dobra organizacja czasu pozwala działać więcej, szybciej i efektywniej. Przekonuję się o tym każdego dnia, choć sporo muszę się jeszcze nauczyć. Dzień za dniem, aż wejdzie w nawyk. Ktoś chętny żeby się przyłączyć?

 

 

Reklamy

5 comments

  1. Kochana! Jak dobrze, że do Ciebie zajrzałam! Planowanie jadłospisu – chyba mnie zainspirowałaś do zmian. Chaos dnia codziennego już jakiś czas temu zaczął mnie przytłaczać. Notowanie w kalendarzu tego co muszę zrobić, to był pierwszy krok, żeby uporządkować kwestie zawodowe. Teraz biorę się za dom. Dzięki! 🙂

  2. Ja pamiętam dobrze to co powinnam zapomnieć ( nieprzyjemne sytuacje). Z innymi rzeczami miewam problemy- np. kolejność rzeczy do zrobienia. Zaczęłam mówić Młodej co robimy po kolei, kiedy coś pomijam dziecię mi przypomina 🙂

    1. Właśnie z tym mam problem, że to co powinnam zapomnieć pamiętam i na odwrót :\ ale pracuję nad tym :D. O dzieciakach w roli przypominaczy nie pomyślałam, a to może być świetne rozwiązanie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s