Dziś są Twoje urodziny…

Urodziny jak z bajki. Przyjęcie, niespodzianki, wyjątkowe chwile… Każde dziecko tego pragnie, prawda?  Taki kolorowy, radosny dzień. Powinien być pełen śmiechu, zabawy, pozytywnych emocji i masy przyjemnych wrażeń.
 

Jeszcze w zeszłym roku próbowałam stawać na rzęsach, żeby urządzić moim dzieciakom urodziny jak ze snu. Goście, tort, prezenty, balony, serpentyny, trąbki, czapeczki, muzyka, tańce i inne cuda na patyku. Szukałam pomysłów, inspiracji w sieci (jest tego całkiem sporo), podpytywałam dzieci – choć to trudne w przypadku dwulatka czy trzylatka – obserwowałam i próbowałam się domyślać. Próbowałam stanąć na wysokości zadania, stresowałam się, martwiłam, a gdybym obryzała paznokcie, to na pewno bym je obgryzła do cna. A efekty i tak były co najwyżej średnich lotów. Plany planami, a … wspominałam o tym w TYM poście.

W tym roku zdecydowałam, że dość kombinowania i stawania na głowie. Odpuściłam nie dlatego, że przestało mi zależeć na szczęściu moich dzieci, bynajmniej. Zrozumiałam jedynie, że nie tędy droga.

Po pierwsze dlatego, że efekt, który chciałam osiągnąć jest całkowicie poza moim zasięgiem (tak, naoglądałam się za dużo amerykańskich różowo-lukrowych filmów). W jakimś amoku, zapomniałam o jednej z moich ulubionych sentencji: „mierz siły na zamiary”. Próba oszukiwania samej siebie, że mogę wszystko, po raz kolejny wypadła słabo. Przecież nie umiem wszystkiego i trzeba w końcu przyznać się do tego przed sobą, zaakceptować, szukać innych rozwiązań.

Po drugie, chyba bardziej determinujące rozkaz – cała wstecz!- w mojej głowie, to odkrycie, że próbuję realizować marzenia, ale wcale nie moich dzieci.
Szczerze mówiąc, trochę się przeraziłam, że mnie taka przypadłość dotknęła. Ale nie mogłam zaprzeczyć, że jednym z powodów moich działań była mała dziewczynka,  która zawsze marzyła o wspaniałym przyjęciu urodzinowym. Takim przyjęciu niespodziance, z masą balonów, z tortem, z muzyką, a przede wszystkim z mnóstwem miłych, życzliwych i radosnych gości, przyjaciół…
To marzenie ugrzęzło gdzieś w mojej podświadomości, ale tej dziewczynki przecież dawno już nie ma. Jest za to dwóch chłopców, którzy całkiem inaczej patrzą na świat, ich myśli idą zupełnie innymi drogami. Mam nadzieję, że będę potrafiła odkryć co i jak ,i dostosować się do nich.
A urodziny i tak były udane. Tort był. Specjalny, wegański, czekoladowo – malinowy (przepis,a dokładniej spory poradnik, z którego korzystałam znajdziecie TUTAJ) , trochę krzywy i taki mało urodziwy, ale najbardziej zainteresowanemu smakował, mnie też.
urodziny2
I balony były (próbowały pożreć konia), i szaleństwa (łącznie z guzem na czole), i śmiechy, i goście się zjawili. I radość w dziecięcych oczkach była.
urodziny3
Wszystko jak trzeba, a mama wrzuciła na luz 🙂 więc zamiast nerwów najadła się torta 😛
Reklamy

4 comments

      1. Och nie dziwię się! Też to uwielbiam, tylko… dzieciaki mi nie pozwalają i mąż dziwnie patrzy, że niby matka poważna istota, a tu takie zabawy 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s