Wyjście awaryjne

Zdarza się, że naprawdę mam dość. Nie mam ochoty na uśmiechy i bycie miłą, bo przecież świat nie jest miły, więc po co? Czuję zmęczenie fizyczne i psychiczne. Dołujące myśli wyczuwając ten moment słabości, atakują ze zdwojoną siłą. Poddać się im – to takie kuszące i proste. Pytanie  – czy to właściwe wyjście?
Pobudka. Nie otwieram oczu, chcąc zatrzymać choćby maleńki fragment snu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio o czymś śniłam. Jest już dzień, ale ciemność panująca w domu zdaje się temu przeczyć. Stopy dotykają zimnej podłogi, przez głowę leci myśl, żeby wrócić do ciepłego łóżka i już nigdy z niego nie wychodzić. Nie, nie mogę. Nie poradzili by sobie, przecież.

W drodze do łazienki, w myślach rodzą się nieco przygnębiające (choć może wcale nie) wnioski, że gdyby mnie zabrakło, to świat wcale by się nie zatrzymał, a Oni daliby sobie radę, musieliby…
Włączam  światło. Oczy nie są zachwycone ani światłem, ani widokiem, który objawia się w lustrze. Dziś udało się przespać 5 godzin i to tylko z jedną pobudką. Powinnam być wyspana jak nie powiem co, ale podkrążone oczy świadczą na niekorzyść tej tezy. I jeszcze te zaczerwienionie spojówki. Trochę się wczoraj posprzeczaliśmy. O co? Na pewno o coś bardzo istotnego. Przypomnę sobie przy kawie, choć przecież nie ma to najmniejszego sensu. Na szczęście (swoje i innych) odpuszczę. Gorsza sprawa z wyglądem, trudno będzie zamaskować te cuda na twarzy, zwłaszcza że na co dzień stronię od ciapadełek, maziaków i innych masakr.

Obraz nędzy i rozpaczy. Czy można temu jakoś zaradzić? W końcu z domu trzeba jakoś wyjść…
Ja potrafię tylko parsknąć śmiechem, rzucając przy tym, jakieś „jak ty wyglądasz?!?” i wśród wielu pierdół ważnych tyle co nic, skupić się na tym, co ważne.

Nieważne, ile śmierdzących pieluch przyjdzie mi dziś zmienić. Nieważne, ile zasmarkanych nosów trzeba będzie wyczyścić. Nieważne, jaką wartość dziecięcych decybeli przyjmą moje uszy. Nieważne, ile razy oberwę w nos, głowę albo stopę. Nieważne, ile soku marchewkowego, buraczków, ketchupu wyląduje na sprzętach kuchennych, meblach, podłodze tudzież potomnych. Nie ważne, że śniadanie będę jadła w biegu, obiad na stojąco, a o kolacji zapomnę. Nie ważne jak długo zajmie nam wyjście na spacer. Nieważne, od ilu będę liczyć wstecz, żeby uspokoić pobudzone emocje. To jest nieważne. Powtarzam NIE-WAŻ-NE!

Podobnie jak to, że brakuje mi trochę wzrostu. Mogłabym być szczuplejsza (chociaż, gdzieniegdzie), mogłabym mieć dłuższe włosy i bardziej niebieskie oczy i pomalowane paznokcie. To, że użeram się z durnymi kompleksami i brakuje mi wiary w siebie. Jestem na bakier z elegancją i savoire-vivre. Nie pląsam na salonach. Nie wspinam się po szczeblach kariery. Nie rokuję nadziei na sukces, żaden albo chociaż jakiśtam. Nie jestem rozrywkowa, ani spontaniczna. Użyteczna też już nie jestem. Bywam za to gapowata do granic przyzwoitości. Ogólnie-nie zachwycam.   Ale nawet jeśli jacyś inni tak o mnie myślą, to też jest nieważne. Dla lepszego przyswojenia (mojego, oczywiście) NIE-WAŻ-NE!

Jestem częścią wspaniałej rodziny, najwspanialszej. I dla jej członków, nawet z tymi licznymi niedociągnięciami i skazami na charakterze, nawet jeśli nie mówią tego zbyt często i nie obwieszczają całemu światu, jestem jedyna, wyjątkowa i niezastąpiona, a co najważniejsze kochana – TO JEST (dla mnie ) WAŻNE!

Czasem za bardzo skupiam się na tym, co myślą inni, jaka powinnam być, jaka jestem, a jaka nie. Nie jestem idealna, ale przecież nigdy nie będę. Staram się być najlepsza na tyle, na ile mogę – dla Nich. Doceniam ich obecność, doceniam ich miłość i czasem tylko nie wierzę w to swoje szczęście.

Myśl o tym, że ktoś jest obok mnie, że mam dla kogo żyć, jest moją ucieczką przed raniącymi, błędnymi, niesprawiedliwymi opiniami innych. Jest też motywacją, żeby wstawać co dzień i od nowa kolorować szarą rzeczywistość.  Moja rodzina, to moje wyjście awaryjne.

A Ty masz swoje?

 

PS A jeśli wpis Ci się podobał, to proszę daj temu jakiś wyraz 😉

Reklamy

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s