Kolejny krok

Tak, rozkleiłam się. Ja… Zazwyczaj chłodna, zdystansowana, ba! Nawet cyniczna, dałam dojść do głosu matce niepoprawnie romantycznej, matce sentymentalnej i zaraz zacznę roztaczać przed Wami sielsko-anielską wizję mojego macierzyństwa w kolorze różu i wanilii.
Co mnie tak rozczuliło? Niby nic ważnego, niby nic nadzwyczajnego, dla mnie to jednak istotny moment. To jedna z tych chwil (zapewne inna dla każdego), wyjątkowa, kiedy człowiek staje na rozdrożu własnych emocji. Rozdarty między radością, smutkiem, dumą, tęsknotą, nadzieją, obawą…

Robal stawia kolejny krok w kierunku dorosłości, ja – w kierunku odcinania pępowiny. Przeprowadzka do innego pokoju i pierwsza noc osobno. I możecie się śmiać, ale dla mnie jest to kolejny znak, że dziecko coraz mniej mnie potrzebuje. I jest mi z tego powodu przykro, bo te tylko nasze chwile odchodzą powoli w zapomnienie. Przy Atopku nie było możliwe zastanowić się nad tym, bo Robal już był w drodze – szybko zajął puste miejsce w sypialni i pozbawił mnie czasu na podobne refleksje.

Powinnam się cieszyć. Odzyskałam sypialnię – jakąś namiastkę prywatności, własnej przestrzeni. I wreszcie znajdzie się miejsce na moje rzeczy, dotąd poupychane po kątach. Tyle czasu marudziłam, że nie mam gdzie postawić tego czy tamtego. I regał na książki też się zmieści, więc nie będą już zalegać gdzieś w szafie. I Mężulu wróci na prawą stronę łóżka. I wreszcie przy usypianiu dzieciaków nie trzeba będzie biegać z pokoju do pokoju. I Atopkowi będzie weselej , bo nie będzie sam. No przecież, to wszystko tylko na plus. Pewnie, za kilka dni sytuacja się unormuje, wszystko się dotrze i ułoży, ale póki co, tak jakoś pusto, jakoś cicho…

Mówiłam, że będzie sentymentalnie. Ale nie ma powodu do obaw. Nawet jeśli, trochę mi przykro, to w gruncie rzeczy wiem, że to normalne, co więcej pożądane. I na swój cichy sposób cieszę się, że mój chłopak już taki „dorosły”. Nie zatrzymuję go w tej drodze teraz i mam nadzieję nigdy tego nie czynić. Wspierać – to moje zadanie – w zdobywaniu samodzielności.
Zazwyczaj najtrudniej przychodzą, rzeczy najprostsze, a wystarczy dziecku dać przestrzeń, czas i możliwość działania – pozwolić być samodzielnym, odsunąć się trochę…

…ale nie za daleko. Ja jestem tuż obok, za ścianą.

Uwierzcie, że sama nie podejrzewałam siebie o taki sentymentalizm, a jednak… Macierzyństwo, chyba jednak mnie zmienia. Mężulu nabija się ze mnie. Twierdzi, że zachowuję się jakby Młody już się pakował i wyprowadzał z domu. Może ma rację, jak zwykle przesadzam i zajmuję niepotrzebnie swoją głowę. Wydaje mi się, że w ten sposób jest mi łatwiej oswoić myśl, że czas nie stoi w miejscu, a biegnie i to zdecydowanie zbyt szybko, na przełaj, na złamanie karku.
Dlatego chłonę każdą taką chwilę, chcę się nią upoić, zapamiętać jak najlepiej każdy szczegół. Czuję też żal, kiedy w końcu ta chwila odchodzi bezpowrotnie. Jej czas minął, ale w kolejce już stoją następne.
A kiedyś, za ileśtam lat, czując tęsknotę za zdobywającymi świat dziećmi, będę mogła cofnąć się w czasie i powiedzieć do Mężula: „a pamiętasz jak…”.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s