Powoli, bo małymi krokami

Zmiana to nie jest łatwy proces i nie przebiega tak szybko, jakbym sobie tego życzyła. Niemal co dzień zastanawiam, się czy to naprawdę ma sens? Niemal co dzień muszę radzić sobie z nowym kryzysem. I radzę sobie, choć czasem  jest tych kryzysów i wątpliwości za dużo, tracę zapał.

Nie poddaję się jednak, bo po raz pierwszy w życiu naprawdę zależy mi na tym, aby coś zmienić. Poza tym, w miarę jak dotrzymuję danych sobie obietnic (bardzo prostych i łatwych do dotrzymania), zauważam delikatne postępy. To jest niesamowicie motywujące.

Po latach wmawiania sobie, że wszystko dookoła jest dla lepszych niż ja, że sięganie po pewne rzeczy jest z mojej strony objawem totalnej bezczelności, próżności, egoizmu lub zwykłej naiwności albo też niewiedzy, próbuję zmienić swoje podejście, zarówno do siebie jak i do świata. Zaczynam sięgać, nie jest istotne po co, bo dla mnie już fakt sięgania był trudny do zaakceptowania. Niesamowity lęk jaki na początku temu towarzyszył, odrobinę odpuszcza. Okazuje się bowiem, że nikt, jak dotąd, mi tej wyciągniętej ręki nie odciął. Każdy taki krok, niesamowicie mnie cieszy, bo to kolejna cegiełka  budująca moją wiarę we własną siłę.

Niestety im więcej podobnych kroków za mną, im więcej we mnie tej radości i tej odzyskiwanej wiary we własne możliwości, tym mniej ludzi przy mnie. To przykre. Wydawało mi się, że jestem na to przygotowana. Jest jednak inaczej, bardzo trudno przyjąć mi do wiadomości fakt, że moja radość, jest przykrym doznaniem dla innych, że jest powodem do tego, aby mnie odsunąć na boczny tor lub wyrzucić całkiem poza nawias. Jest również powodem niesprawiedliwych ocen. I (o zgrozo!) powodem do zazdrości. Choć nie spodziewałam się takiego obrotu rzeczy, choć jest to dla mnie bardzo przykre, to jednak dociera powoli, że to nie mój problem.

Tym razem, nie bedę się doszukiwać winy w sobie, ani w nikim innym. Widać tak miało być. Jeśli komuś ze mną nie po drodze, nie zatrzymuję, a już na pewno nie zamierzam zmieniać własnego kierunku. Nie mam zamiaru wracać na drogę udręczania własnej głowy pytaniami: a może mogłam coś zrobić? a może mogłam powiedzieć…? a może powinnam? a może nie powinnam? Może tak, może nie, czasu nie cofnę.

Jestem tu i teraz, jutro będę być może całkiem gdzie indziej. Nadal potrzebuję wsparcia od innych, nadal potrzebuję dobrej energii, ale coraz więcej odnajduję jej w sobie. Tego właśnie chcę, przestać szukać akceptacji w oczach innych ludzi. Chcę móc w złych chwilach odbić się od dna, bez odnoszenia licznych ran i bez wznoszenia błagalnych krzyków o pomoc. I nie chcę zamykać się na ludzi, ale uszczęśliwianie ich na siłę swoją osoba też nie jest mi na rękę. A może trzeba jednak uwierzyć w to, że tylko samotna walka da satysfakcjonujący efekt? A może pomocna Dłoń już dawno jest do mnie wyciągnięta, tylko ja jej nie potrafię dostrzec?

Powoli, małymi krokami dojdę do właściwych odpowiedzi…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s