Wyrodna matka vs Woodstock2015

Dzieci na Woodstock? Takie małe? Ale przecież brudno? Ale przecież głośno? Chyba oszalałaś! Myśleliśmy, że jesteście odpowiedzialnymi rodzicami, a tymczasem…” robię dzieciom krzywdę. Jestem wyrodną matką!!!

Nie mam wyjścia. No, muszę się przyznać. Tak, to prawda. Biorę tę winę na siebie. Skazałam swoje bardzo małoletnie dzieci na kilkudniowy koszmar, związany z udziałem w pewnym festiwalu – Woodstockiem go zwą – organizowanym w miejscowości Kostrzyn nad Odrą.
Ja – wyrodna matka – zdecydowałam się (we współpracy z wyrodnym ojcem) na zabranie maleńkich, bezbronnych dzieci do tego ziejącego kontrowersją miejsca. Tym samym, naraziłam te niewinne istoty na tułączkę przez niemal całą Polskę oraz spędzenie kilku dni w brudzie takim zwykłym – cielesnym, ale również duchowym. Oczywiście zrobiłam to, by zaspokoić swoje egoistyczne potrzeby, nie zastanawiając się ani minuty, czy nie uderza to w dobro dzieci. Skazałam nasze pociechy na podłe warunki bytowe: bez dostępu do prądu, wody, toalety, domowej kuchni i innych wygód, za to: w nieustannym hałasie, w powietrzu pełnym kurzu i w towarzystwie osób zdemoralizowanych itd…

No to może po kolei.

Znajomość woodstockowych realiów, analiza, planowanie – oboje z Mężulem, byliśmy niejednokrotnie na Woodstocku, zdążyliśmy więc dość dobrze poznać realia tam panujące. Ponadto znamy swoje dzieci, ich problemy, ale również zainteresowania i preferencje. W związku z tym mogliśmy spokojnie przeanalizować, czego możemy potrzebować i tak zaplanować tę eskapadę, aby zapewnić im maksymalne bezpieczeństwo i komfort, a także moc wrażeń i ciekawych wspomnień.

 dobry plan to podstawa :)

Dobry plan to podstawa 🙂

Ponad 600 km do pokonania w jedną stronę – podróż z dzieckiem, obojętnie dokąd się udajemy, jest to zawsze wywanie. Wiadomo siedzenie w foteliku, bez możliwości wstawania, biegania wspinania, itp. to rzecz trudna do przejścia, szczególnie w przypadku maluchów. Dlatego też jechaliśmy nocą. Dzieciaki nakrmione, wykąpane, zamiast do łóżek udały się do smochodu. Po ok. 15 minutach jazdy spałym snem sprawiedliwym. Oczywiście za jazdą nocną przemawia również niższa temperatura otoczenia (w środku lata to dość istotne, szczególnie jeśli nie przepadamy za używaniem klimatyzacji) no i znacznie mniejszy ruch na drodze. Łącznie, z kilkoma przystankami, w tym na solidne śniadanie, podróż zajęła nam ok 10 godzin. Atopek przespał calusieńką drogę, Robal miał kilka pobudek, jednak nie odstawał od normy domowej.

Bród, smród i hałas – to chyba najbardziej polpularne zarzuty kierowane w moją stronę. Brud, bo nie ma dostępu do ciepłej wody. Mimo to, moje dzieci nie zarosły brudem i po powrocie do domu nie miałam problemu, żeby je doczyścić. W naszym domu, a i owszem sprawdza sie rytuał codziennej kąpieli, ale jestem zdania, że jeśli przez 3 dni (bo właśnie tyle to trwało) nie wyszoruję swoich dzieci od stóp do głów gorącą wodą i pieniącym się detergentem, to nie ucierpią na tym aż tak poważnie. Poza tym, mieliśmy zapas nawilżanych chusteczek (yeah!). Nawet przy specjalnych potrzebach Atopka, daliśmy radę. Smród – nie dotyczy: dzieciaki nie musiały korzystać z toytoya – pieluchy i nocnik wystarczyły. A hałas? Kiedy wybieraliśmy sie w pobliże źródła dźwięku, dzieciakom zakładaliśmy nauszniki ochronne i decybele już nie były im straszne. Koncerty nocne natomiast, nie robiły na nich żadnego wrażenia. Ponieważ noce były bardzo chłodne, spaliśmy w aucie. Miękkie i cieplutkie posłanie przypadło dzieciakom do gustu. Spały słodko i beztrosko do samego rana.

Cicho - sza...

Koncertowo – bezpiecznie i bez stresu

Ci... Robal śpi

Ci… Robal śpi

Tłum, tłum, tłum – nie zaprzeczam, ludzi było co niemiara. W takim tłumie zgubić dziecko to nie problem. Dlatego dzieciaki były w nieustannie zasięgu mojego wzroku albo Mężula, ale także wszystkich naszych znajomych. I sprawna komunikacja! (czyt. jasno powiedziane, kto aktualnie pilnuje dzieciaków).  Podczas spacerów po woodstockowym placu, Robal wskakiwał do nosidła (o którym pisałam wcześniej: Komu w drogę…) na moje plecy , a Atopek „na barana” do Mężula. A jeśli szli na własnych nogach, to tylko trzymając rękę, któregoś z nas. Dla bezpieczeństwa „opisaliśmy” dzieci niezmywalnym markerem – nasze numery telefonów, towarzyszyły im przez cały pobyt na Woodstocku.

No to w drogę :)

No to w drogę 🙂

Jedzenie -tu akurat ja miałam największe obawy. Na Woodstocku gotowanie jest niemożliwe. Większość serwowanego jedzenia, z mojego punktu widzenia, nie nadaje sie dla dzieci, z uwagi na „śmieciowy” charakter, a reszta odpada, ze względu na zawartość produktów, których moje dzieci jeść nie mogą (alergie pokarmowe rządzą naszą kuchnią). Rozwiązanie okazało się bardzo proste. Śniadania, kolacje i przekąski – suchy prowiant, który zabraliśmy z domu (płatki, małe kartoniki mleka sojowego, dżemy, wafle ryżowe, jabłka, chrupki kukurydziane)+ pieczywo i parówki, które można było bez problemu kupić w woodstockowym Lidlu. Obiady jadaliśmy natomiast w Pokojowej Wiosce Kryszny  – wegańsko – czyli przyjaźnie dla moich dzieci, a przy tym lekko, smacznie i niedrogo. Dzieci nie cierpiały głodu, a ich skóra nie cierpiała z powodu reakcji alergicznych.

Mniam, mniam, mniam

Mniam, mniam, mniam

Demoralizacja niewinnych istot  – o tak, biedne dzieci, tylko żałować! Większość czasu spędziliśmy w Akademii Sztuk Przepięknych, a tam dzieci napatrzyły się na: malowania, grania, tańce, ćwiczenia, czytania, i wiele innych. Dużo spacerowaliśmy po placu, gdzie przewijała się masa ludzi, dodam uśmiechniętych, kolorowych, życzliwych i przyjaźnie nastawionych. Ktoś pomachał, ktoś zrobił śmieszną minę, ktoś dał balonik, ktoś „zagrał” na listku, ktoś przybił „piątkę”.  W naszym „obozowisku” też się nie nudziły, zawsze ktoś miał chwilę, żeby poganiać za piłką, namalować tatuaż, zjeść „kiełbaskę” przygotowaną przez Atopka, zrobić podkop, czy pojeździć na słomianej krowie. Jeśli nawet były jakieś patologicznie, jednostkowe anomalie, to ominęły nas i nasze dzieci.

:)

🙂

:D

😀

Pierwsze tatuaże

Pierwsze tatuaże

Podsumowując, muszę stwierdzić, że absolutnie nie żałuję tego wyjazdu. Miło było patrzeć na uradowane dziecięce buzie, gdy od rana do wieczora mogły biegać, krzycześ, brudzić się… Miło było patrzeć na ich skupione miny, gdy obserwowały kolorowe zjawiska przemykające gdzieś obok. Miło było patrzeć na radość, gdy mogły się ochlapać zimną wodą z  „dziwnego” kranu. I równie miło było patrzeć jak chłoną atmosferę życzliwości, tolerancji, akceptacji i zwykłej ludzkiej sympatii.

Jednocześnie zaznaczam, że jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, to lepiej niech zostawi dzieci w domu. Ja i Mężulo mieliśmy pewność (no dobra, tak na 90%), że naszych dzieci nie przerazi woodstockowa rzeczywistość. Mieliśmy również nadzieję, że kłopoty z AZS-em i alergią nie popsują nam wakacji. Oczywiście wszystko się mogło zdarzyć, podjęliśmy więc pewne ryzyko, ale jednocześnie byliśmy gotowi na to, że w razie gdyby któremuś z naszych dzieci woodstockowe realia nie odpowiadały lub szkodziły, pakujemy się i natychmiast wracamy do domu.

Nie było takiej potrzeby. Spędziliśmy kilka cudownych dni razem, w bardzo pozytywnej atmosferze. Woodstock z dziećmi ma zupełnie inny wymiar, niż te wcześniejsze z czasów „bez dzieci”. Ale to wcale nie oznacza gorszy. Dla nas był to na pewno czas wytężonej uwagi, spacerów i biegów, ale również pełen radości i śmiechu, bo:

Jeżeli dzieciaki są radosne i szczęśliwe, to rodzicom również łatwiej o dobry nastrój i energię.

Jeśli tylko warunki pozwolą, za rok meldujemy się tam w pełnym składzie.

PS Kilka dni po powrocie do domu Atopek wciąż pytał, kiedy pojedziemy na „łustok” i wciąż jeszcze mu się to zdarza(choćby dziś), szczególnie podczas przeglądania zdjęć. Hm…mogę chyba mieć przypuszczenia, że podobał mu się ten wyjazd?

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s