A może by tak w coś przywalić?

W chwilach totalnej bezradności, niemocy lub też ataku frustracji przychodzi taka ochota, żeby coś zniszczyć, rozwalić, rozczłonkować itp.  Chęć destrukcji jest we mnie czasem tak silna, że warczę na naszą domową niszczarkę.

Szkłem rzucać nie mogę (dzieci, w domu!). Nie mam też żadnych ścian do wyburzania, ani sterty drewna do porąbania (choć to ostatnie, w moim przypadku, mogłoby się zakończyć tragicznie – taki typ). Prosiłam Mężula –  może kupilibyśmy taki worek treningowy, mogłabym wyżywać się na nim do woli. No, ale plan nie uzyskał aprobaty. Może za słabo przygotowałam się do negocjacji?

Proszę, nie mówcie, że tylko ja tak mam. Owszem, wydaje mi się to trochę dziwne. W końcu jestem dorosła, a dorośli panują (tak słyszałam) nad swoimi emocjami i potrafią sobie radzić z niewyartykułowanymi stanami emocjonalnymi (tia…).

Dziwne nie dziwne, muszę sobie z tym jakoś poradzić, bo moja rodzina dostanie przy mnie szału. A skoro plan z workiem nie wypalił, postanowiłam poszukać innych rozwiązań.

Pewnego dnia, wpadła mi w oko książka o intrygującym tytule „Zniszcz ten dziennik” autorstwa Keri Smith. Zaciekawiła mnie. No bo, o co chodzi? Czytałam opisy, oglądałam zdjęcia i zastanawiałam się czy to dla mnie? Czynny udział w tworzeniu książki, przy jednoczesnym jej niszczeniu? Dla mnie to coś nowego i trochę niedorzecznego?

Podczas długiego procesu decyzyjnego odkryłam, że istnieją inne – podobne książki. Dziś mogę nawet stwierdzić, że zauważam pewnego rodzaju tendencję wzrostową, jeśli chodzi o publikacje tego typu pozycji. No ale ja nie o tym.

Rozemocjonowana czekałam na paczkę. Zdecydowałam się na „Zniszcz ten dziennik. Wszędzie” czyli taką wersję kieszonkową, do zabrania – wszędzie właśnie. Chciałam jak najszybciej się z nią zapoznać, ale jak to przy dzieciach, mama rzadko dostaje to, czego chce, akurat wtedy, kiedy tego chce.

Kiedy wreszcie miałam możliwość przyjrzeć się nowemu nabytkowi bliżej, trochę się rozczarowałam. Nie jest to odpowiedź na moje potrzeby. Sama idea  – kreatywnej destrukcji – takiej wyzwalającej w człowieku twórczość, bardzo mi się podoba, jest intrygująca i zachęcająca… No ale nie dla takiej skostniałej, zastanej sztywniary jak ja. Poza tym, mimo wszystko, proponowane w dzienniku spsosoby destrukcji mają charakter dość spokojny, niespieszny, metodyczny. Wymagają użycia stosunkowo łagodnych środków jak piórka, liście, karton, krople deszczu…

To wszystko naprawdę mi się podoba, ale kto śledzi moje wpisy od początku, pewnie pamięta, że zachowania spontaniczne i wykraczające poza znane mi schematy, przysparzają mi nieco trudności, a instrukcje zawarte w dzienniku właśnie tego wymagają – wyjścia poza schemat (no przynajmniej mój). Owszem, próbuję to zmienić, ale nie jestem jeszcze na takim etapie, żeby móc dać się ponieść temu dziennikowi. Poza tym, ja chyba potrzebuję trochę mocniejszych wrażeń i niekoniecznie zależy mi na kreacji czegokolwiek.

Może to przez fakt, że wolę inne wyzwania, a może to nie ta grupa wiekowa. Myślę, że jest to dobra pozycja dla tych, którzy zmagają się tylko z nudą. U mnie pierwszym głosem śpiewa frustracja. Ale kto wie, może za jakiś czas…

Tymczasem, pozostaje mi szukać innego sposobu na zajęcie i odstresowanie umysłu. Może w moim przypadku lepiej sprawdziłaby się książka „Jak być szczęśliwym (albo przynajmniej mniej smutnym)” Lee Crutchley? A może kolorwanki dla dorosłych, które cieszą się coraz większą popularnością w naszym kraju? Griddlersy i sudoku już naprawdę nie dają rady.

A może jednak powinnam wrócić do negocjacji na temat worka i rękawic bokserskich? Przywalić w coś i po sprawie…

Reklamy

5 comments

  1. Nie tylko ty jesteś czasem sfrustrowana. Myślę że każda mama tak ma od czasu do czasu. Wydaje mi się że to jest kwestia braku czasu dla siebie, tylko dla siebie żeby przez chwilę przestać być matką a stać się sobą i zrobić coś dla siebie. Może jakaś pasja coś co sprawiało ci kiedyś przyjemność? Mi pomaga blogowanie i spotykania z innymi mami 🙂

  2. Chyba mam coś dla Ciebie! W Łodzi został otwarty pierwszy w Polsce „pokój furii”, w którym możesz bezkarnie zdemolować wyposażenie 😛 Nie wiem ile taka przyjemność kosztuje, ale każda z nas powinna dostać taki prezent z okazji Dnia Matki 😀

    1. Słyszałam już o pokojach, z których trzeba znaleźć wyjście (jestem fanką gier typu escape the room), ale pokój furii to dopiero coś :D. Szkoda tylko, że tak daleko ode mnie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s