Początek

Ten blog zawdzięcza swoje istnienie głównie temu, że zapragnęłam zmian. To nic nadzwyczajnego, chciałoby się powiedzieć, ale nie w moim przypadku. Nawet Mężulo określa mnie, jakże wymownym, mianem „Konserwy”. A i owszem, taka prawda, choć kiedyś było inaczej…

Są ludzie, którzy przyjmują zmiany jako błogosławieństwo albo bez specjalnego namaszczenia przechodzą nad nimi do porządku dziennego, albo ich pragną nieustannie, albo w ogóle nie ma to dla nich większego znaczenia. Nie należę do żadnej z tych grup, niestety. Nienawidzę zmian, szczerze i z całego serca. Lubię sztywne zasady, listy, plany, harmonogramy, a moją spontaniczność i elastyczność można porównać do elastyczności kija od szczotki. Nawet jeśli z zewnątrz wygląda to inaczej, bo przecież jakieś pozory normalności przydałoby się zachowywać, to prawda jest, jaka jest. Jestem cholernie zasadniczą SZTYWNIARĄ, której za ciepłą kołderkę robią rutyna i nuda.


Nie znoszę wychodzić poza moją malutką strefę komfortu, bezpieczną i dobrze znaną, przewidywalną  i niewymagającą improwizacji. Nawet jeśli mi nie do końca wygodnie, bo tu coś uwiera, tam gniecie, to jednak nic nie zaskakuje, nie przeraża – moje w pełni oswojone miejsce. To nie oznacza, że mój nos nie wyłazi nigdy poza te granice, ale to bardzo dla mnie trudne i kosztuje wiele wysiłku (w co na dodatek nikt mi nie wierzy, eh).

Skąd się to wzięło? Może to bagaż doświadczeń? Może wbite niemal młotkiem do głowy – „lepsze jest wrogiem dobrego”? Może wnioski wyciągnięte z obserwacji innych? Może chęć płynięcia z nurtem (przecież wygodniej). A może… Wielokrotnie próbowałam odpowiadać na to pytanie, tylko czy ma to sens?

Chyba bardziej liczy się to, że ja – zaśniedziała puszka konserwowa – zapragnęłam zmian. Nie błahych, zwykłych, jak przemeblowanie sypialni czy ścięcie włosów (choć i z tym miewam problemy). Chodzi o zmianę diametralną i dogłębną, trudną i być może nieosiągalną. O przemeblowanie w głowie, sercu i na języku.

No tak. Ile razy już tak bywało? Ile razy mówiłam – chcę coś zmienić w swoim życiu? Ile razy chciałam, ale jakoś nie wyszło? Na szczęście nie liczyłam, jednak wiem, że powielekroć powtarzałam: dlaczego ciągle prześladuje mnie pech? Dlaczego inni mogą, a ja nie umiem? Dlaczego, pomimo starań, nic mi się w życiu nie udaje? Te i podobne pytania połączone z hektolitrami łez były wyrazem mojej narastającej frustracji, bezradności, niemocy. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej?

Dotąd wierzyłam, że niewiele zależy ode mnie. Oczywiście jestem wolnym człowiekiem, ale przecież życie toczy się swoim torem. O moim szczęściu, życiu decydowały pieniądze, inni ludzie – bliscy i obcy, czasem ich nastroje, problemy, zbyt silne emocje, słowa wypowiedziane i te przemilczane, oraz mnóstwo innych rzeczy. Byłam biernym obserwatorem, który potrafi robić tylko tyle, ile trzeba, aby się dostosować do zaistniałej sytuacji. Nie wychylać się, nie ryzykować, nie prowokować, nie podejmować działań, najlepiej żadnych. Pełna asekuracja! Siedzieć i pokornie czekać, aż ktoś uzna, że zasługuję na coś (cokolwiek by to miało być). Te warunki istniały/wciąż jeszcze istnieją głównie w mojej głowie. Jakimś cudem złapałam tę myśl i mocno się jej trzymając, próbuję rozwijać jej sens. Jednocześnie uczę się zadawać nowe pytania? Dotychczasowe „dlaczego nie mogę…?”, zastępuję dziś „Co możesz…?”.

Cieszę się, że udało się wejść na tę drogę. Jestem na jej początku i nie mam pojęcia dokąd mnie zaprowadzi – możliwe, że donikąd. To niełatwe, nie jestem terapeutą, psychiatrą ani trenerem rozwoju osobistego. Muszę Chcę podjąć to wyzwanie, bo odkryłam, że zbyt często, zbyt szybko i zbyt chętnie brałam dotąd całą winę na siebie, jednocześnie zbyt często, zbyt szybko i zbyt chętnie dzieliłam się palmą sukcesu. Zbyt rzadko walczyłam o swoje, zbyt rzadko brałam los we własne ręce. Zbyt często nie robiłam niczego, tylko dlatego, że bałam się popełnić błąd. Zbyt często bałam się zrobić cokolwiek, bo zakładając porażkę, nie chciałam dawać satysfakcji ludziom mi nieżyczliwym.

Może to kwestia zdobycia umiejętności (dojrzałości) podejmowania trudnych decyzji i/lub wyciągania odpowiednich wniosków. Może sięgnięcie umysłem dna, kiedy już lęki, fobie, a nawet zwykłe myśli nie pozwalają na bycie szczęśliwym. Może obraz tego, jak moje zachowanie, moje frustracje odbijają się na moich bliskich. Szczerze mówiąc, nie wiem i nie muszę wiedzieć, dlaczego tym razem jest inaczej. Zbyt wiele rzeczy dogłębnie analizowałam, pozwalając, by to, co ważne uciekało mi sprzed nosa. Zbyt wiele energii traciłam na planowanie każdego kroku, w rezultacie nie starczało jej na zrobienie żadnego.

Stąd właśnie ten wpis – o zmianach. Jako pierwszy w cyklu ma mnie motywować do działania, do poszukiwania, do wprowadzania, testowania kolejnych rozwiązań, ale też do pisania o tym, czy się udaje, jakie są trudności, konsekwencje, efekty. To nie poradnik, ale relacja… może jednak komuś się przyda.

Stąd właśnie ten blog. Taki chaotyczny, taki niedopracowany i niedopieszczony, taki amatorski. Taki mój. Długo na niego czekałam, bo wcześniej się bałam, że wywoła na ustach niektórych uśmieszek, wyrażający myśl  – „Jaka ona głupia. Po co się tak ośmieszać, pisać takie głupoty…”. Już się nie boję (a przynajmniej potrafię sobie z tym radzić). Życie jest zbyt krótkie, by bać się czyjegoś śmiechu. Poza tym, jeśli dzięki mnie komuś poprawi się humor, to chyba dobrze?.

Jestem zwyczajną kobietą, żoną, mamą, ciocią, wnuczką, szwagierką, bratową, synową, przyjaciółką, koleżanką, sąsiadką itd. I choć w każdej z tych ról staram się być najlepsza, idealna, to przecież niemożliwe. Muszę to sobie codziennie głośno powtarzać, bo zdarza mi się zapominać, że przede wszystkim jestem człowiekiem, a błądzić jest rzeczą ludzką, czyż nie?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s