Miesiąc: Lipiec 2015

Do dzieła! Działa? Działania!?!

Wydaje mi się, że aby stanąć naprawdę mocno na własnych nogach, nie wolno bać się marzeń. Marzenia dają cel, ku któremu można podążać, marzenia dają siłę do działania. A właśnie, byleby nie zapomnieć o działaniu…

Ostatnio pisałam o tym, że rozpoczęłam walkę ze swoimi słabościami, walkę o swoją wolność, szczęście, a tak naprawdę – życie. Trudno będzie udowodnić, że cokolwiek z tego się udaje, bo po pierwsze, w większości to bardzo małe kroczki, niemal niewidzialne. Po drugie, praca nad sobą wymaga czasu. Po trzecie, nie wiem, czy odważę się pisać o wszystkim. Ale to, co mnie czeka niebawem i o czym opowiem Wam z ogromną radością, może choć trochę pokaże, że coś drgnęło w tym moim bezpiecznym, ale sztywniackim świecie. Znajdą się pewnie tacy, którzy pomyślą, iż niechybnie zwariowałam. A kilka osób stwierdzi, że chyba po prostu wracam do „starej” formy. Zdradzę na razie tylko tyle, że wracam do swoich MARZEŃ.

(więcej…)

Reklamy

Początek

Ten blog zawdzięcza swoje istnienie głównie temu, że zapragnęłam zmian. To nic nadzwyczajnego, chciałoby się powiedzieć, ale nie w moim przypadku. Nawet Mężulo określa mnie, jakże wymownym, mianem „Konserwy”. A i owszem, taka prawda, choć kiedyś było inaczej…

Są ludzie, którzy przyjmują zmiany jako błogosławieństwo albo bez specjalnego namaszczenia przechodzą nad nimi do porządku dziennego, albo ich pragną nieustannie, albo w ogóle nie ma to dla nich większego znaczenia. Nie należę do żadnej z tych grup, niestety. Nienawidzę zmian, szczerze i z całego serca. Lubię sztywne zasady, listy, plany, harmonogramy, a moją spontaniczność i elastyczność można porównać do elastyczności kija od szczotki. Nawet jeśli z zewnątrz wygląda to inaczej, bo przecież jakieś pozory normalności przydałoby się zachowywać, to prawda jest, jaka jest. Jestem cholernie zasadniczą SZTYWNIARĄ, której za ciepłą kołderkę robią rutyna i nuda.

(więcej…)

Komu w drogę, temu…

Chustowanie, chustonoszenie, motanie… jakby tego nie nazywać, to piękna sprawa. Bliskość matki (ojca) i dziecka. No, sama natura… Ech, gdybym i ja tak mogła. To moje myśli, kiedy pierwszy raz zetknęłam się z ideą noszenia dziecka w chuście. Jak przystało na matkę niekompetentną, było to jakiś czas po urodzeniu Atopka, ale wcześniej nie miałam świadomości istnienia podobnego tematu.

W mojej rodzinie, najbliższym otoczeniu o chustach nikt nie wspominał. W moim uroczym, ale niewielkim mieście, chustowych mam jest jak na lekarstwo i jakoś żadna akurat nie rzuciła mi się wówczas w oczy (nadal z resztą się nie rzucają). I chyba nigdy nie zainteresowałabym się tym, gdyby nie program w telewizji, w którym jedna z pań trzymała swoje maleńkie dziecię w chuście właśnie.

(więcej…)

Przechowywanie rzodkiewki

Rzodkiewka, ech! Rzodkiewka…zdrowa, piękna, czerwona, smaczna. Oj, chrupnąłby, chrupnął…

Uwielbiamy chrupać rzodkiewki. Podkreślam CHRUPAĆ. Chyba nikt nie lubi (choć mogę się mylić) miękkiej, żeby nie powiedzieć skapciałej rzodkiewki. Do niedawna nie radziłam sobie z jej przechowywaniem i po jednym, dwóch dniach od zakupu rzodkiewka „padała”. No taki już marny los rzodkiewki kupionej przez marną panią domu.

(więcej…)

Dla ochłody…

Lato daje znać, że mu u nas wygodnie. Z lekkim ociąganiem i humorami wreszcie nie skąpi słońca. Jestem zdecydowanie ciepłolubna, dlatego nie powiem złego słowa na lejący się z nieba żar. W ogóle, użyję tym razem niewielu słów.

Mój cel jest prosty. Zdradzę Wam moje ulubione sposoby na ochłodę, czyli niezbyt czasochłonne i mało skomplikowane w przygotowaniu napoje, które orzeźwiają i są pyszne.

(więcej…)