Praca  – dom – praca! Praca? Dom? Praca?

 Dylemat, przed którym staje wiele świeżo upieczonych mam (patrząc szerzej – rodzin). Argumentów przemawiających za jedną czy drugą stroną oraz tych przeciw jest tyle, ilu opiniodawców. Które rozwiązanie jest lepsze? Praca – pieniądze, niezależność, ambicje, rozwój… Dom i dziecko – bliskość, budowanie więzi, radość z pełni macierzyństwa… Gdyby świat był czarno-biały, ludzie nie mieliby tylu dylematów. Rzeczywistość jednak mieni się wieloma kolorami, dlatego wybór nigdy nie jest łatwy.

Kiedy zaszłam w ciążę, nie widziałam problemu: urodzę, pójdę na (wtedy jeszcze) 6 miesięcy macierzyńskiego, a później wracamy do „normalności”. Dziecko? Coś wymyślimy: żłobek, opiekunka, może Babcia. Jakoś to będzie.

Urodziłam. Pierwsze tygodnie były czasem zmagań z objawami depresji, ale gdy natura przestała się na mnie gniewać, instynkt macierzyński zaskoczył jak trzeba, wtedy moje wcześniejsze plany dostały, delikatnie mówiąc, po łbie. Z coraz większym niepokojem spoglądałam na kalendarz, sprawdzając ile mam jeszcze czasu.

A w głowie starcie myśli:

Przecież ten maluch jeszcze nie siedzi. A co z karmieniem? A ta nasilająca się alergia? Nawet nie wiemy, skąd się to bierze. Babcia nie może… Prawie nie będę widzieć dziecka… Żłobek? Wykluczone! Czy damy radę finansowo? Jeśli zapłacę opiekunce, to z mojej pensji i tak niewiele zostanie. Jeśli pójdę na wychowawczy, to z pracą mogę się pożegnać. Co na to Mężulo? Teraz wszędzie trąbią o tym, że „mama wraca do pracy”, a dookoła nie brakuje przykładów pracujących mam. A ja? Czy dam radę, przecież nie mam pojęcia, co robię i co mnie czeka?

Oczywiście to tylko mały wycinek zmagań umysłowych, które spędzały sen z moich powiek. Bardzo chciałam zostać z maleństwem, ale poza tymi wszystkimi wątpliwościami, bałam się też, że będzie to odebrane jako pójście na łatwiznę.

Kiedy wreszcie w moim umyśle wyklarowała się myśl wiodąca „chcę skupić się na macierzyństwie,  moja dotychczasowa praca mi to uniemożliwi” – odważyłam się na rozmowę z Mężulem. Byłam przygotowana na zacięty opór . Linię obrony opracowałam co do najdrobniejszego szczegółu, wytoczyłam wszystkie swoje argumenty i …przecież to Mężulo, kocha mnie, ma nieco oleju w głowie. Zostałam w domu.

Od ponad trzech lat zajmuję się domem i dziećmi. Pięć lat temu krzyknęłabym – niemożliwe! Nie widziałam się w roli matki. Nie zakładałam też, że będzie mi to w ogóle dane. Wciąż zdarzają się chwile, że zatrzymuję się przed lustrem i pytam, czy to prawda? Ale tak, to prawda! I to była moja decyzja! Na szczęście miałam możliwość wyboru i nie żałuję, że postanowiłam zostać mamą na pełen etat.

Są jednak dni, kiedy przychodzą pewne wątpliwości i obawy. Głównie przez to, że martwię się o swoją przyszłość na rynku pracy. Moje miejsce w firmie zajął już ktoś inny, nie mam tam czego szukać (prawo prawem, a życie sobie). Nowa praca? Z dwójką małych dzieci i bez zaplecza w postaci babci, dziadka, cioci? Raczej kiepska wizja. Ale szukam jakiegoś rozwiązania i nie poddaję się.

Jest jeszcze jedna kwestia… Tu znów wychodzi problem małej wiary w siebie (cały czas nad tym pracuję). Kiedyś byłam niezależną kobietą. Poza pracą zawodową, brałam udział w różnych przedsięwzięciach, miałam wiele kontaktów, pomagałam innym. Czułam, że jestem ważną częścią jakiegoś większego mechanizmu. Dziś moja samoocena wymaga naprawy. Nie pracuję, jestem na utrzymaniu Mężula. O takich jak ja zwykło się mawiać – Takiej to dobrze! Siedzi w domu z dziećmi, nic nie robi, na wszystko ma czas. A jeśli na coś czasu nie mam, to jestem niezorganizowana albo leniwa. Ponadto czuję presję otoczenia, które choćby poprzez media krzyczy: WRACAJ DO PRACY!!! Nie daj się stereotypom! Bądź ambitna! Zadbaj o swój rozwój!

Wyczuwam ją też w kontakcie ze znajomymi (przede wszystkim tymi dawno niewidzianymi): „Cześć! To twoje dzieci? Jakie ładne… Pracujesz? Nie? Och, rozumiem – powiedziane z lekką nutką pogardy.

Mogłam i chciałam zostać w domu z dziećmi. Nie żałuję tego, choć zdarzają się chwile słabości. To jest moja nowa, lepsza droga rozwoju, zupełnie inna niż ta, po której szłam wcześniej. W każdy dzień wkładam wiele pracy i serca, ale nie czuję, żebym składała tym jakąś specjalną ofiarę. Mogę obserwować rozwój moich dzieciaków, mogę brać w nim czynny udział. Mogę i chcę być dla nich i tylko dla nich. I to mnie uszczęśliwia.

Jednocześnie potrafię docenić mamy, które idą inną drogą niż moja. Gorąco podziwiam mamy, które potrafią łączyć pracę zawodową z opieką nad dzieckiem. Jestem przekonana, że w moim przypadku byłoby to bardzo trudne.

Świat lubi oceniać i porównywać. Matki pracujące bywają oskarżane o to, że porzucają swoje dzieci „na pastwę losu” i nie dbają o ich rozwój, mając na uwadze wyłącznie swoje ambicje. Matki pozostające z dziećmi to mało ambitne, wygodnickie lenie, albo ofiary poświęcające siebie i swój rozwój, poddające się stereotypowym wzorcom. A przecież to wszystko bzdury!

Bądźmy w zgodzie z naszymi wyborami, nie poddawajmy się naciskom, nie oceniajmy pochopnie, szanujmy decyzje innych ludzi. A ponad wszystko KOCHAJMY nasze dzieci i pamiętajmy, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.

Advertisements

3 comments

  1. Super… Chciałabym móc zostać z dzieckiem dłużej niż rok… Muszę wracać do pracy bo mąż finansowo nie da rady utrzymać 4osobowej rodziny…

    1. Niektóre mamy nie mogą się doczekać powrotu do pracy, inne wolałyby zostać w domu z dziećmi dłużej, ale ich sytuacja na to nie pozwala. Chciałoby się zapytać, gdzie tu sprawiedliwość? Tak czy inaczej, dla swoich dzieciaków jesteś najlepszą Mamą i tego się trzeba trzymać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s