Spieszmy się kochać… znasz to, prawda?

Sporej liczbie osób znane są słowa ks. Twardowskiego: „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…”. Większość zgadza się z tym, że to takie mądre, takie ważne, ale w natłoku spraw codziennych – jakże istotnych – zapomina o tej prostej prawdzie i tak jak ja, odkrywa ją na nowo w momencie, kiedy jest już za późno.

Ona była dobrym człowiekiem. Niemal każdy, kto ją znał, tak powie. Uśmiechnięta, radosna, dla wszystkich znajdowała czas, dobre słowo i wiele więcej. Zmagała się z życiem bez opamiętania, dzień po dniu odpierała wszelkie ataki i szła dalej – niezachwianym krokiem. We wszystkim perfekcyjna, skrupulatna, dokładna i poukładana – co do milimetra. Ona była dobrym człowiekiem. Ona była moją Matką. Wciąż widuję ją na ulicy. Wciąż sięgam po telefon, by do niej zadzwonić. Wciąż jej potrzebuję, wciąż tyle chcę jej powiedzieć, o tyle zapytać, ale ja już nie zdążę…

I tak miałam szczęście. Moją ostatnią rozmowę z Mamą odbyłam w Dzień Matki. Nie pokłóciłam się z nią, nie rzuciłam jakichś gorzkich słów na odchodne. Złożyłam jej życzenia, pogadałyśmy: „co tam, jak tam?” o pierdołach i każda wróciła do swoich zajęć.

A dziś minął drugi rok od jej śmierci.

To taka trudna rocznica. Trzynastego! Dwa lata temu dowiedziałam się, że maleńkie serduszko rozwijającego się we mnie dziecka podjęło akcję – kamień spadł mi z serca, pomyślałam – Będzie dobrze – ale nie cieszyłam się długo, bo już byłam w drodze do szpitala, do Mamy. Godzinę później usłyszałam, że stwierdzono u niej śmierć mózgu.

Moja Mama zawsze mawiała, że pół świata się śmieje, a pół płacze. Jestem bardzo ciekawa, co powiedziałaby w tej sytuacji?

Jak cieszyć się i płakać jednocześnie? Jak poradzić sobie z tak skrajnymi emocjami? Jak chronić nienarodzone dziecko, opłakiwać matkę, dawać wsparcie roztrzęsionej i zagubionej Babci i być dzielną, bo przecież tak właśnie trzeba? Nie mam pojęcia. Szczerze mówiąc niewiele pamiętam z tamtego okresu, wiem jedynie, że był to potężny szok, i właściwie wciąż się z nim zmagam.

Nie byłam na to wszystko gotowa, ponieważ zapatrzona w swoje własne podwórko, obciążona swoimi niezliczonymi problemami, nie zwracałam uwagi na to, co się dzieje u Mamy. Nigdy się nie skarżyła, rzadko prosiła o pomoc, wiecznie zajęta pracą lub swoimi pasjami, biegła przez życie. A ja dopiero dziś zaczynam rozumieć, jaki ten bieg był ciężki, jak cholernie dużo ją kosztował. Jak wiele spraw przegapiłam za jej życia, jak wiele spraw zawaliłam. Niewiele z  tego mogę naprawić, bo czas na to minął bezpowrotnie. Uczę się jednak i wyciągam wnioski na przyszłość. Staram się szerzej otwierać oczy i uszy. Dziś patrzę dalej niż koniuszek swojego nosa – szkoda, że tak późno.

Stąd mój apel:

Zatrzymaj się na chwilę w codziennym biegu, zastanów się, czy wśród osób dla Ciebie, z jakichś powodów, ważnych nie ma czasem kogoś, kto być może nie umie poprosić a potrzebuje pomocy, dobrego słowa, uśmiechu, poklepania po plecach, paru minut rozmowy, uwagi. A może Ty sama/sam czegoś potrzebujesz, ale nie potrafisz poprosić. Nie zwlekaj z ustalaniem odpowiedzi, bo jutro kolejny dobry człowiek może stać się tylko wspomnieniem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s