O przyjaźni bajka

„Dawniej żądałem od ludzi więcej niż mogą dać: ciągłej przyjaźni, nieustannego wzruszenia. Dziś umiem od nich żądać mniej, niż mogą dać: towarzystwa bez frazesów. I ich wzruszenie, ich przyjaźń, ich szlachetne gesty zachowują w moich oczach całą wartość cudu: są łaską.”

Albert Camus

Chciałabym móc się podpisać pod tym stwierdzeniem. Dążę do tego, ale niestety… Wciąż za dużo oczekuję od swoich przyjaciół: obecności, lojalności, akceptacji, wsparcia, wyrozumiałości, empatii, umiejętności czytania w myślach, zrozumienia mojego punktu widzenia, szczerości i jeszcze kilku innych.

Należę do tych, którzy w przyjaźni widzą więcej niż tylko znajomość. To stanowisko, nie uwzględnia raczej ilości ochów, achów, pyszności i słodkości umieszczanych pod nowym zdjęciem w sieci.

Przyjaciel to dla mnie taka trochę bramka kontrolna do świata. To pierwszy doradca i recenzent moich decyzji (tych całkiem banalnych i tych noszących miano życiowych). To zaufany punkt odniesienia, stworzony na bazie głębokiego poznania drugiej osoby. To ktoś, kto Cię wesprze w każdej sytuacji, ale nie zawaha się powiedzieć, kiedy coś jest nie tak – szczerze. Kiedy nie wiesz co robić, możesz liczyć na to, że przynajmniej będzie próbował ci pomóc. Przyjaciel to trener osobisty, który motywuje do działania, pomaga w realizowaniu założonych celów, dopinguje, ale też pierwszy krytyk, być może najgorszy, ale jeśli przejdziesz przez jego „test”, to już nic gorszego cię nie spotka. Ale przede wszystkim to ktoś, z kim chcesz dzielić swoją codzienność, z jej wszystkimi blaskami i cieniami, z jej duperelami i wzniosłymi momentami.

Czy dziś, w obliczu panoszących się wszędzie social mediów, presji czasu, kultu pieniądza, młodości, piękna i ambicji można liczyć na prawdziwą przyjaźń? Może ludzie stali się już samowystarczalni i narcystyczni, że nie potrzebują przyjaźni i nie potrafią jej oferować? A może tak naprawdę przyjaźń to bajka, jak ta o rycerzu i białym koniu i tylko takie jak ja – chore, niepewne siebie egzemplarze – szukają w niej pociechy?

Nie umiem odpowiedzieć na te pytania. Wiem jednak, że potrzebuję, by ktoś mi ufał i potrzebuję zaufać komuś. Potrzebuję dzielić się codziennymi błahostkami (tymi złymi i tymi dobrymi), ale potrzebuję też uczestniczyć w życiu innych – i to znacznie głębiej niż pozwalają na to portale społecznościowe. Ja to na szczęście mam. Nie zawsze i nie tyle, ile bym chciała, ale wiem, że są ludzie, dla których coś znaczę i to właśnie taka nieidealna, niekompetentna – po prostu ja. Jestem za nich oraz za ich przyjaźń bardzo wdzięczna.

Czy moje „umiłowanie” przyjaźni to przeżytek? Może poza mną nikt już czegoś takiego nie potrzebuje? Może nie warto dbać o takie relacje, a zamiast tego skupić się na własnym „ja”, własnej rodzinie, pracy, ambicjach, marzeniach itp? A może prawdziwa przyjaźń z założenia nie może istnieć? A może tylko zmienia się jej definicja…?

Reklamy

2 comments

  1. Super, że są jeszcze takie osoby, które postrzegają przyjaźń jak coś więcej niż lajkowanie każdego zdjęcia na fejsie… Przywróciłaś mi wiarę w przyjaźń! A byłam już na skraju zwątpienia 😦 Dla mnie też przyjaźń to oddanie, lojalność, dyskrecja..

    Pozdrawiam gorąco! 🙂

    1. Uwierz, takich osób jak ja jest znacznie więcej, tylko czasem trudno do nich dotrzeć. Także nie czas na zwątpienie, lepsze będzie poszukiwanie 🙂 Dziękuję za komentarz i również gorąco pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s